• Wpisów:13
  • Średnio co: 27 dni
  • Ostatni wpis:315 dni temu
  • Licznik odwiedzin:3 079 / 383 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Cześć!
Tiaaaa... dobra przyznaję się. Nie pisałam dłużej niż mi się wydawało xd Nie będę się usprawiedliwiać, bo w sumie po co XD Powiem wam tylko, że na razie stopuję z opowiadaniem. Tak będzie lepiej, niż żebym wam tu coś nudnego dawała. Muszę coś pomyśleć ^^
Oki, a tak w ogóle to mam ferie i kompletnie się obijam xD Ale nie jest mi z tym źle xD Dużo czasu zabiera mi teraz gra.


Eldarya to gra w stylu otome czyli wcielamy się w główną bohaterkę i mamy jakiś tam wpływ na losy bohaterów, poprzez nasze wybory w dialogach. Po drugie mozemu tam mieć po jswojego WS czyli wybranka serca. Lubię w to grać, tylko że odcinki pojawiają się co chyba 2 miesiące więc na razie siedzę na forum i targu. Właśnie to co mi się tam podoba to też ten targ. No, bo żeby przejść odcinek trzeba mieć punkty- maanę. Tymi też punktami płaci się za ubrania czy jedzenie dla swojego chowańca. Dobra za dużo by trzeba było pisać o tej grze, żebyście mieli jakikolwiek jej obraz.
Aha i jeszcze jest ona w klimacie fantasy jakby kogoś to zachęciło ^^
Jak jesteście ciekawi to sami sprawdźcie C:
Moja nazwa to SophieFarewell <- możecie zapraszać ^^
Piszcie czy widzieliście o tej grze ^_^
  • awatar Jakobina: Mam nadzieję, że nie zrezygnowałaś całkiem z bloga, nadal czekam :)
  • awatar Pauline Liévre: @Kowalski, opcje!: Też gram w SF c: Tylko tam jestem daleeeko XD Późno zaczęłam grać xd
  • awatar Kowalski, opcje!: O, też grasz w Eldaryę? W sumie... dawno już nie grałam, wolę Słodki Flirt, jakoś tak przesłodzili tą Eldaryę. Mimo, że to gra fantasy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Teraz sobie myślę dlaczego czuję się winna, że nie pisałam przez 8 dni i nie dodałam opowiadania. Ogólnie zaznaczyłam, że nic nie obiecuję... Niestety, ale mam uczucie winy i przepraszam jeśli czekaliście. Na moje nieszczęście dopadła mnie straszna choroba o nazwie Brak Weny Twórczej ( naprawę okropna choroba), a na dodatek złapałam grypę. Niby miałam wolnie i mogłam coś tam napisać, ale nic się w tedy nie chce. Z resztą pewnie zrozumiecie. Ok, żeby nie przedłużać to dzisiaj dokończyłam rozdzial ( w końcu). Przepraszam za możliwe zamieszanie i jeśli zdarzą się błędy. Teraz sie jeszcze bardziej rozkręca, co za tym idzie wy bedziecie bardziej zdezorientowani. Wierzę, że to przeżyjecie ^^
_____________________________________________________________________
Zamaskowani mężczyźni popychali nas cały czas do przodu. Znajdowaliśmy się w czymś co bardzo przypominało tunel w podziemiach. Wszędzie można było znaleźć stalagmity i stalaktyty, z których co jakiś czas skapywała woda. Poza tym panowała tu całkowita cisza. Nawet się zdziwiłam, że nie słychać odgłosów naszego marszu. Nasze kroki były jakby tłumione. Strażnicy rozmawiali ze sobą normalnym głosem, ale nie było żadnego echa, co można by było uznać za normalne w takim miejscu. Spojrzałam z ukosa na Armina. Po tym jak próbował uciec jeszcze kilkakrotnie, mężczyźni obtoczyli go jak wianek. Widziałam złość na jego twarzy, ale też smutek (?) Wcześniej wspomniał, że ta cała Wielka Rada Starszych wzywała go nie pierwszy raz. Ale co złego mogą zrobić jacyś dziadkowie? Zaraz sama się tego dowiem. Jeden z zamaskowanych, ten co cały czas szedł za mną wyszedł na przód. Dopiero teraz zauważyłam, że stoimy. I to przed samą skalną ścianą, w której znajdowały się mosiężne i wielkie drzwi. Naprawdę ciekawych tu mają architektów. Facet o imieniu Ephraim ( bardzo gadatliwi są ) podszedł do drzwi i nadzwyczajnie w świecie, po prostu je otworzył. Naszym oczom ukazała się sala w kształcie okręgu. Było to wielkie pomieszczenie. Jedynym źródłem światła był ogromny świetlik na suficie ozdobiony bogato złotem. Światło, które wypadało przez niego było tak nienaturalnie jasne, że od patrzenia rozbolały mnie oczy. Na samym środku sali stał granitowy stół w kształcie półokręgu. Przy nim siedziało około dwudziestu osób pogrążonych w cichej rozmowie. Na środku półkola znajdowało się srebrne krzesło z wysokim oparciem. Było ono puste, ale zdawałam sobie sprawę, że należy do kogoś ważnego. Nawet najważniejszego. To wszystko było skąpane w złocistym świetle. Miejsce, w którym staliśmy i reszta sali pogrążona była w całkowitym mroku. Zupełnie jakby chciano ukryć to co się tam znajduje. Usłyszałam doniosły głos:
- Podejdź.
Ephraim lekko pchnął mnie. Popatrzyłam na elfa, nie powiem byłam trochę zdezorientowana. On próbował mnie chyba jakoś wesprzeć, bo po raz pierwszy od pojmania, uśmiechnął się do mnie. Stanęłam w złotym okręgu i przyjrzałam się tym przy stole. Ok, szczęka mi opadła. Pamiętacie jak mówiłam coś o dziadkach? Teraz wszystko odwołuje. Ale jak ktoś rzuca hasło Wielka Rada Starszych to mój mózg tak to interpretuje . Jednak jak się okazało w radzie zasiadali mężczyźni, którzy wyglądali nie na więcej niż dwadzieścia lat. Po podłużnych uszach poznać można było, że są elfami. No tak, elfy są wieczne. Tylko, że oni byli przeciwieństwem poznanego mi jedynego do tej pory przedstawiciela tego gatunku. Członkowie wielkiej rady mieli długie, proste włosy, chyba w każdym odcieniu złota i srebra. Oczy tak samo. Na sobie mieli długie, aksamitne szaty. Nie wiem czy to tylko moja wyobraźnia, ale wyglądali jakby lekko świecili. Teraz jednak przekonałam się, że mój stereotyp elfa istnieje. Zawsze jakaś satysfakcja. Elf w zielonej szacie i złocistych włosach przemówił do mnie.
- Jak się dostałaś do Azylium?
Znowu to samo. Może jestem jakąś sensacją roku.
- Przez przypadek – próbowałam ukryć podenerwowanie i odpowiedzieć spokojnie. Złotowłosy też próbował tej samej sztuczki. Wskazał ruchem ręki w dalszy kąt sali, gdzie panował mrok.
- On Cię tu przyprowadził ? – patrzył się na Armina, który teraz wzywająco się uśmiechnął.
- Nie – odpowiedziałam, a on pokiwał przecząco głową i popatrzył na mnie. W końcu to prawda, bo sama się tu przedostałam. Ale teraz nie planuję mu tego mówić.
- Kłamiesz. To nie możliwe, żeby człowiek sam przeszedł do naszego świata. A ten elf sprawia same kłopoty. Wie, że Zwykli nie mają tu prawa wejść. Ale on zawsze łamie prawo – mówił powoli i z żalem w głosie – On stanowi niebezpieczeństwo dla wszystkich. Jeśli znajdujesz się w jego obecności to ty również jesteś niebezpieczna.
Z głębi ciemności wydobył się cichy śmiech. To był Armin.
- Lotarze, widzę że humor ci dopisuje. Doprawdy, myślisz że ona może być niebezpieczna ? Oprócz tego, że może Cię zagadać na śmierć.
- Nie broń jej. Pamiętasz co zrobili nam ludzie. Nie można im ufać – na chwilę umilkł – Musisz opuścić Azylium.
Może nie powinnam, ale się wtrąciłam
- Dziękuję za pozwolenie panie elfie, ale ja już próbowałam to zrobić. Armin chciał dokładnie tego samego co ty. Tylko, że nie wyszło – jednak bycie opanowanym w moim wykonaniu się nie udało. Lotar jednak nadal sprawiał wrażenie spokojnego.
- Jak to ? Nie, znowu kłamiesz. Nie wiem co chcecie zrobić, ale coś knujecie – obrzucił nas pogardliwym spojrzeniem – Straż, odesłać dziewczynę, a elfa tam gdzie ostatnio!
Armin jęknął.
- Bracie...
Czy ja się przesłyszałam? Bracie? Lotar syknął.
- Nie nazywaj mnie bratem. Od dawna nim nie jesteś. Jesteś przeklęty, przynosisz hańbę całemu rodowi elfów, naszemu ojcu...
- Synu dosyć – ten głos należał do mężczyzny, który zasiadał na tronie po środku stołu. Wyglądał jak reszta elfów w radzie. Platynowe, proste włosy, podłużne uszy srebrna szata. To co go wyróżniało na tle tamtych to srebro-złota korona. Wyglądała jak zrobiona z gałązek i wplatane były tam rubinowe kryształki. Przez to sprawiał wrażenie jeszcze bardziej świetlistego. Armin jak mi się przedstawiał mówił, że jest z ludu Cichych Ludzi. Teraz zrozumiałam dlaczego. Nawet nie wiem kiedy wszedł, a byłam pewna, że go tu wcześniej nie było. Chyba nie tylko mnie zaskoczył. Dopiero kiedy się odezwał wszyscy szybko uklękli. Jakiś impuls kazał zrobić mi to samo. Widocznie Armin nie miał takiego impulsu, ponieważ nadal stał. Elf na tronie przeszył mnie wzrokiem i rzekł smutno.
- Znowu mi się sprzeciwiłeś. Widzę przed sobą człowieka chodź wiesz, że sprawia mi to ból. Twoja matka... – w tym miejscu przerwał. Może dobrze, bo jego nostalgiczny głos sprawiał, że jeszcze chwila i wpadła bym w depresję. Sprawiał wrażenie przygnębionego i zrobiło mi się go żal. Wyglądał jakby miał się rozpłakać. Mimo tego Armin miał kamienną twarz.
- Ojcze, nie sprzeciwiłem się tobie. Nie sprowadziłem Roxanne tutaj.
Oczy tamtego rozbłysły.
- A jednak dziewczyna stoi tutaj. Jak wytłumaczysz, to że ona się tu przedostała bez niczyjej pomocy. To nie możliwe. Co powiesz na, że moja straż znalazła Cię w jej obecności, kiedy nielegalnie otworzyłeś portal. Ja mi to wszystko wytłumaczysz – jego głos stał się bardziej naglący, a wzrok ostry – Jak ?
Armin westchnął i z rezygnacją zwiesił głowę.
- Nie wiem.
- Zawiodłem się na tobie synu. I to nie po raz pierwszy. Już dawno straciłeś moje zaufanie – przy tym wstał – podejdź do mnie.
Armin podszedł do tronu i teraz światło go oblało. Na głowie miał ubrany kaptur więc jego twarz nadal była zacieniona.
- Pokaż ręce Arminie – powiedział cicho.
- Ojcze, proszę...
- To jest rozkaz króla.
Nie wiem czy takie postawienie sprawy podziałało by na mnie, ale na niego tak. Zgodnie z rozkazem ojca, Armin wystawił obie ręce. W tedy tamten chwycił go mocno za nadgarstki i ściągnął mu rękawice. Kiedy światło zalało jego dłonie, elf wstrzymał oddech. Nie wiem dlaczego, ale widać było że sprawia mu to ból. Niby starał się nie okazywać emocji, ale kolana się pod nim ugięły. Jego ojciec wciąż trzymał go żelazną ręką. Po smutnym panu nie zostało ani trochę. Teraz widać było tylko gniew. Nie mogłam na to patrzyć. Wszystkie dobre emocje do tego elfa wyparowały. Podeszłam bliżej, ale Lotar mnie zagrodził i stanął przede mną.
- Co on robi? Dlaczego?
Lotar z uśmiechem i z jadem w głosie odpowiedział.
- Król robi to co do niego należy. Karze zbrodniarzy – dodał ciszej – Takim jak on nie można ufać. Elf brudnej krwi... Poczekaj twoja kolej też nadejdzie jeśli będziesz się z nim.
- Niech pomyślę. To on mi pomaga, a wy jedyne co robicie to się zamęt i wzajemne oskarżenia.. Na razie jestem pewna komu mogę ufać – przepchnęłam się obok niego.
- Niech pan przestanie, robi mu pan krzywdę- mówiąc to popatrzyłam na czerwone już ręce Armina. Oczywiście moje słowa nic nie wyniosły jedynie to Armin rzucił mi krótkie, ostrzegawcze spojrzenie. Jego ojciec nie zwalniał ucisku. Może i jestem zbyt wybuchowa, ale zebrała we mnie taka złość, ze nie wytrzymałam.
- Puść go!
Czy myślałam, że to coś da? Szczerze nie. Jednak to pomogło. Elfi władca puścił swojego syna. Patrzył na mnie tak dziwnym wzrokiem, że starałam się go unikać. Chciałam pomóc mojemu przyjacielowi, ale znowu Lotar musiał się wtrącić.
- Jak śmiesz rozkazywać królowi! Za taką zniewagę nie jestem pewien kiedy wrócisz...
- Najpierw robicie aferę, wysyłacie straże i straszycie biednego Rudolfa, że nie powinno mnie tu być i zagrażam wszystkiemu. Karzecie nic niewinnego elfa, który chce dokładnie tego samego co wy, a teraz nie będę mogła się z stąd wydostać, bo krzyknęłam na waszego króla, który z jakiejś racji mnie posłuchał, a nie musiał. Naprawdę coś jest z wami nie tak – przyznaję się emocje mnie bardzo daleko zaniosły. I chyba przy mojej wypowiedzi bardzo gestykulowałam, bo stojący przy mnie Lotar dostał w brzuch. Z resztą dobrze mu tak. On się przez to jeszcze bardziej zdenerwował. Jeden ze strażników znowu chwycił mnie.
- Nic nie różnisz się od niego. Wy śmiertelnicy nie jesteście godni nawet śmierci.
- Wiesz jak dla mnie ta wypowiedź nie ma sensu – skarciłam się w myślach, że nie umiem trzymać języka za zębami, ale on mi coraz bardziej działa na nerwy. Lotar wyglądał jakby chciał mnie udusić. I pewnie by to zrobił, tylko że przerwał mu jego ojciec.
- Spokojnie synu – znowu zamilkł – doszedłem do wniosku, że jeśli Armin sprowadził tu człowieka to on go stąd wyprowadzi – jego ton z smutnego zmienił się na surowy i suchy. Zwrócił się do Armina – Od teraz nie możesz jej zostawić. Masz całą odpowiedzialności za nią – jak przemawiał to nadal miał wzrok człowieka bardzo zdziwionego – I jeśli moja straż dowie się o czymś niepokojącym to ty jesteś pierwszym podejrzanym. A później już nie będę taki łaskawy.
Odpowiedziała mu cisza. Cała rada tak jak na początku zaczęła szeptać. Wyglądali na poruszonych decyzją swojego króla. Brat Armina miał minę niepocieszonego seryjnego mordercy. Ja sama byłam zaskoczona taką nagłą zmianą decyzji. Straż zaczęła nas wyprowadzać w stronę drzwi. Rzuciłam jeszcze pytające spojrzenie na Armina, ale on coś szeptał do siebie i nie patrzył w moją stronę. Odwróciłam się za siebie i zobaczyłam pusty tron i stół. Wszyscy znikli.
____________________________________________________________________
Aha i nadal pracuję nad tym, żeby trochę spowolnić akcję. Jak na razie to widać, że nie wychodzi mi to xD
Dobra to do napisania... niebawem xD
 

 
Witajcie ludki!


OK. Doszły mnie słuchy, że ze względu na mrozy ( u mnie było -30°C, a kawałek dalej jeszcze mniej ) jutro mamy odwołane lekcje. Z tego powodu jest taka możliwość, że kolejny rozdział pojawi się szybciej ( nie żebym coś obiecywała. To taka... sugestia^^)
Ale to nie jest powód, dla którego piszę ( no może troszkę xD)... jednak po większym zastanowieniu to był jedyny powód. Niby chciałam napisać długi post z morałem czy coś co by dało wam powód do pomyślenia nad sensem życia. Przeze mnie stalibyście się lepsi i chętni do pomocy światu. No, ale jestem w stanie tylko poinformować was o możliwym terminie opowiadania xD Jestem z tych co " piszą, żeby pisać, aby było napisane" Nawet nie wiem czy istnieją takie słowa. (One minut later). Dobra wyguglowalam, nie ma. Mogę więc uznać go za moje słowa ( chodź może nie mają sensu xDD)

Jeśli wiesz o co kaman z tym obrazkiem to napisz na pw. Chętnie zaproszę do znajomych ^^
Po za tym wszystkim zauważyłam, że używam za dużo nawiasów ( ale je lubię)
Koniec tego dziwnego wpisu.
  • awatar Kowalski, opcje!: Ja tez siedzę w domu, ale tylko dlatego, że chora jestem. Grrr... przepadła mi biologia. Hejt na grypę i kaszel.
  • awatar Moonlyn: Ten obrazek XDDD Armin, uwielbiam cię XDD
  • awatar (Nie)znajoma: Ha ha ha! Ach ten Armin...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Witam was w ten zaśnieżony dzień! Przychodzę do was ( niezgadniecie ) z kolejnym rozdziałem xDD Niego jestem dumna, ponieważ wyszedł mi dłuższy od poprzednich. Ogólnie przepraszam jeśli będą błędy. Niby czytałam go z tysiąc razy, a moja siostra też sprawdza dla pewności, ale miałam tyle pomysłów na raz.
Niech moc czytania będą z wami!
__________________________________________________
Było naprawdę zimno i zaczęłam żałować, że nie mam niezniszczalnego płaszcza Armina. Swoją drogą ciekawe z czego jest uszyty? Szliśmy dość szybko i zgodnie z zaleceniem elfa trzymałam się jego prawej strony. Wszędzie było pełno śniegu, gdzieniegdzie stały białe od mrozu drzewa przez co sprawiały wrażenie szklanych. W oddali widać było dym z kominów. Pewnie tam zmierzamy. To miejsce wygląda magicznie, ale przez całkowitą ciszę poczułam się nieco nieswojo, więc postanowiłam ją przerwać.
- Wschód słońca musi być tu naprawdę piękny – westchnęłam. Chciałabym go zobaczyć, ale sądząc po naszym tempie przed świtem będę już w domu. Armin popatrzył w moja stronę po raz pierwszy odkąd wyruszyliśmy i przestał ciągle wypatrywać niebezpieczeństw ( czego nie miałam mu za złe, przy uzbrojonym elfie czułam się bezpiecznie ) i spojrzał na mnie z miną nauczyciela.
- Pewnie mógłby być piękny, gdyby taki tu był. Już jest dzień – popatrzył na zegarek – u was byłaby pora chyba obiadu.
W sumie to naprawdę się zdziwiłam skąd go ma. Może ten świat jest inny niż myślałam. Dodam to pytanie to mojej już kilometrowej listy pytań. Coś czuję, że już niedługo mój towarzysz będzie miał mnie dość. Z tego co widzę nie jest on za rozmowny, a ja przy ludziach, których znam zaczynam gadać jak najęta. Armina mogę już uznać za znajomego według mnie. Spędziliśmy razem naprawdę kilka dobrych godzin co dla mnie jest wystarczająco długo.
- Ale jest ciemno – odpowiedziałam i zdałam sobie sprawę jak głupio to zabrzmiało. Przecież to nie jest mój świat. Tutaj wszystko może być inne. A dla mnie to bardzo ciekawe.
- Oczywiście, że jest ciemno. To jest świat krasnoludów, a na nie źle wpływa światło dnia – wyglądał jakby chciał coś jeszcze dodać, ale nic więcej nie powiedział. W mitach, które czytałam stworzenia te były przedstawiane jako pracujące w kopalniach i podziemiach więc, ten brak dnia nie zdziwił mnie tak jak, to że podobno dla elfów brak światła też jest raczej bardzo niekorzystny. A tak się składa, że mam przy sobie takiego elfa. Ale po Arminie nie widać było, żeby czuł się źle. No oprócz tego, że przeze mnie był ścigany i musiał mnie jakimś sposobem odesłać. Miałam się go już zapytać o tą sprawę z światłem, kiedy Armin chwycił mnie za rękaw bluzy. A w połączeniu z moim dalszym truchtem prawie się wywróciłam w biały puch. Wspomniałam, że moja koordynacja ruchową jest chyba zerowa ? Odwróciłam się do niego. Wpatrywał się on w stronę małego lasku i w ręce miał już swój złoty sztylet. Podeszłam trochę bliżej, bo moje nogi wrzuciły przy elfie najszybsze tępo i stałam kilka kroków dalej.
- Czemu stoimy ?
- Słyszałem szelest – ta odpowiedź, którą otrzymałam była jedyną i postanowiłam nic więcej nie dopytywać . Przy nim nic i tak by to nie dało. Armin zaczął ostrożnie podchodzić ku drzewom i wtedy właśnie wyszedł z niego kot. No tak jakby. Wyglądał jakby był rasy ragdoll. Biała sierść była puszysta, a oczy wielkie i jasno niebieskie. Jedyne co nie pasowało do całości były pierzaste skrzydła. Na szyi miał skórzaną obroże, a na niej przypięty rulonik papieru.
- Wygląda naprawdę groźnie – podrapałam go pod szyją, a on wygiął grzbiet do góry.
- Ha- ha. Jesteś zdumiewająco zabawna jak na Zwykłą – w jego glosie słychać było wyraźny sarkazm. Skrzydlaty kot podszedł do elfa i zaczął głośno mruczeć. Elf wziął rulonik z obroży, przeczytał go po cichu i schował do kieszeni .
- Co tam masz? – chyba jestem zbyt bezpośrednia. I ciekawska. Powinnam zacząć nad tym ćwiczyć.
- Sprawy służbowe.
- Jesteś tajniakiem? Wiesz coś w stylu Jamesa Bonda ?
- Co? Nie i tak nie zrozumiesz.
- Temu nie przeczę- uśmiecham się do elfa. Przed nami przebiegł skrzydlaty kot i wzbił się w powietrze. Z rozłożonymi skrzydłami wyglądał majestatycznie. Może trudno wam jest to sobie wyobrazić. Jak ja bym usłyszała o kocie ze skrzydłami to występował by tam w otoczeniu brokatu i tęczy. I pewnie nie byłoby tam nic majestatycznego.
- Co to za stworzenie?
- To jeden ze Zwiadowców.
Może przez, że Fred opisał mi te stworzenia nieco inaczej ( w jego ustach brzmiało to jakby opisywał groźną, latającą ninja-bestie ) wiec wydało mi się to miłym zaskoczeniem. Ruszyliśmy dalej w drogę i mimo tego że panował to całkowity spokój Armin w dłoni nadal trzymał broń. Wpatrywałam się w krążącego nad nami kota..
- Nie bierz tego do siebie, ale zachowujesz się jakbyś przyciągał potwory – podciągnęłam rękawy i wsadziłam ręce do kieszeni bluzy. On westchnął.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.
* * *
Reszta naszej wędrówki odbyła się bez większych problemów ( oprócz tego że przynajmniej dwa razy zapadłam się w śniegu i mój towarzysz musiał mnie wyciągać. Oczywiście nie szczędził mi uwag o tym, że tracimy przeze mnie czas ). Weszliśmy do wioski, w której panował nie mały chaos. Wszędzie biegały jakieś krasnoludy. Wszystko tętniło tu życiem. Chyba odbywał się tu jakiś jarmark czy coś w tym stylu. Co jakiś czas ktoś próbował sprzedać nam osła ( po bardzo atrakcyjnej cenie ) lub chcieli wepchać mi główkę kapusty. Sprzedawca tak się nas uczepił, że Armin kupił od niego tą kapustę, żeby nas zostawił w spokoju. Przepychaliśmy się przez tłum, który zgromadził się przy stoisku z drewnianymi rzeczami. Przeszliśmy obok studni i stanęliśmy przed małym, drewnianym domkiem. Ogólnie wszystkie domki wygrały tu tak samo. Małe, drewniane ze słomianym dachem. Armin zapukał w drzwi.
- Rudolf! To ja otwieraj.
Nikt nie odpowiedział. Elf pchnął drzwi, które były tak naprawdę otwarte. W środku chatka wyglądała jak sklepik. Na półkach leżało pełno słoiczków, w kącie leżało kilka mioteł, a na ścianach obrazy. Pod jedną wyłożone były gablotki z świecącymi kamieniami lub czymś co wyglądało mi na kurze nóżki. Ciekawych znajomych ma mój towarzysz, nie powiem. Wszędzie walały się książki. Duże, małe, grube, cienkie. Podniosłam jedną z podłogi. Miała zieloną oprawę i była cięższa niż bym pomyślała. Otwarłam ją na przypadkowej stronie. Książka wydała z siebie niewyobrażalnie wysoki krzyk i sama odleciała mi z rąk jak ptak. Postanowiłam nic więcej nie dotykać. Przy ladzie ktoś spał. Trudno było określić kto przez to, że leżał twarzą w papierach i piórem w ręku. Armin podszedł do niego, wziął z lady dzwoneczek i energicznie nim potrzasnął.
- Jak nic nie wiem! To on, widziałem! – mężczyzna obudził się prawie spadając z krzesła. Był on starszym jeszcze nie wiem kim, miał rzadkie siwe włosy, które zaczynały się gdzieś z tyłu. Jego oczy były małe, a twarz bardzo pomarszczona. Na policzku miał przyklejoną kartkę papieru.
- Armin to ty – odetchnął z ulgą – Chłopcze jak miło cię widzieć. Czego potrzebujesz ? A tak przecież wiem – klepnął się w czoło. Zwrócił się teraz w moją stronę. Mówił powoli i głośno – Witaj w naszym świecie. A właściwie to już żegnaj – każde słowo wymawiał jakbym nic nie rozumiała.
- Mnie też miło cię zobaczyć – powiedział Armin ze śmiechem. Przebiegł wzrokiem po ścianie, na której wisiały różne obrazy – Dobra, gdzie go ukryłeś?
Rudolf wyszedł zza lady. No przynajmniej taki miał początkowo zamiar. Aby przejść musiał poprzestawiać kilka pudeł z syczącą zawartością, stosy papierów, zdechłą mysz i coś co w jakimś stopniu mogło przypominać rower. Oczywiście drewniany. Kiedy już wydostał się z stamtąd ( ciekawe jak tam w ogóle wlazł? ) podszedł do obrazu, który przedstawiał jego samego z uśmiechem bez kilku zębów i dumnie wskazał ręką na to dzieło.
- Kiedyś bawiłem się w artystę. Niestety nie wyszło – wzruszył ramionami – nikt go nie kupi i portal jest bezpieczny – wyglądał na dumnego z siebie.
- Sprytnie – Armin potaknął – Roxanne możesz już przejść przez portal do swojego świata.
Nie wiem dlaczego, ale poczułam odrobinę smutku. Polubiłam Armina, chodź za dużo nie rozmawialiśmy, prawie wszyscy byli tu bardzo sympatyczni. I jeszcze ten świat. Chciałabym poznać jeszcze innych jego mieszkańców. A tu teraz już muszę to zostawić.
- Zrób to co w tedy na wystawie.
Wyciągam rękę do rzeźbionej ramy. Zamknęłam oczy i dotknęłam jej. Nic. Jeszcze raz z drugiej strony. Teraz spróbowałam na raz obiema rękoma. Rudolf właśnie coś podjadał i patrzył na mnie wielkimi jak na niego oczami.
- Dziwne. Dziwne i ciekawe. Wygląda jakby nasz świat nie chce cię stąd wypuścić.
Ogólnie rzecz biorąc troszkę się ucieszyłam. Ale też wystarczyłam. Miałam wrażenie , że ten świat ma też swoją świadomość i ona chcę mnie tutaj zatrzymać. Mimowolnie prawie uderzyłam w twarz Rudolfa tylko, że na obrazie. Powstrzymały mnie od tego jeszcze większe niż wcześniej zamieszanie na dworze. Przez okno zobaczyłam, że ktoś zmierza prosto do sklepu, gdzie się znajdujemy. Było ich może ze sześć i każdy miał na twarzy żelazną maskę i czarne stroje. Ludzie się przed nimi osuwali, ponieważ szli szybko. Armin cicho zaklął pod nosem i wyciągnął kolejny, nieco dłuższy sztylet. Ten był cały czarny że złotymi znakami.
- Co robisz ?
- Znowu coś nielegalnego – zamachnął się bronią w powietrzu i uwaga, przeciął je. Wyraźnie widoczna była szczelina, która teraz powiększyła się. Elf już miał mnie tam wepchnąć kiedy do sklepu weszli ludzie w maskach. Podbiegli do nas i skuli nam ręce srebrnym łańcuchem. Rudolf stał w kącie wystawił ręce ponad głowę i powiedział płaczliwym głosem.
- Jestem nie winny! Ja tylko sprzedaje trochę przeterminowaną żywność i co prawda mam kilka szczurów...
- Wielka Rada Starszych chce was widzieć- facet w masce zwrócił się do nas. Usłyszałam jakiś ciężki łomot. Pewnie Rudolf zemdlał z emocji.
- Coś myślę, że oni za dużo mnie widzieli – elf próbował się szarpać, ale na próżno.
Mężczyźni powiedzieli chórem i szeptem jakieś słowo i portal zmienił kolor. Bardziej raził w oczy. Trzech w maskach poszło przodem, a reszta wepchała nas do portalu.
____________________________________________________
Gratuluję tym co to czytają i naprawdę ich ciekawi rozwój wydarzeń ^^ Aha mam jeszcze do was pytanie: Czy dla was akcja idzie za szybko ? Siostra mówi, że trochę tak. Tylko czy to jest jakąś przeszkodą ?
Dziękuję i do napisania ^^
  • awatar Jakobina: Podoba mi się ten rozdział, chociaż rzeczywiście sytuacje szybko zmieniają się z jednej na drugą. Na razie mi to jakoś bardzo nie przeszkadza, ale po pewnym czasie może nieco męczyć nas, albo Ciebie. Spróbuj rozwinąć akcję bardziej w jednej sytuacji, "pomęczyć" ją trochę ;) Życzę jak najwięcej weny, Jakobina.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nadeszła ta chwila, na którą tyle czekaliście. Napisałam w końcu następny rozdział xD Nie będę się tłumaczyć czemu tak późno i w ogóle. Powiem tylko, że plany się zmieniły i wyszedł mi trochę krótszy niż w zamierzeniu xD Teraz pytanie: Co myślicie o postaciach ? Na razie jeszcze mało wiecie, ale takie pierwsze opinie jakie macie ?
Zapraszam do czytania ^^
_________________________________________________
Przede mną wyrosły wszelkiej maści ciasta, sałatki, duży garnek zupy, a na samym końcu Mary przyniosła pieczeń. Wszystko pachniało wspaniale. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak jestem głodna. Poczułam nawrót energii i zerwałam się z łóżka, żeby pomóc chłopakom przenieść krzesła. Od razu tego pożałowałam. Wzdłuż ręki przeszedł mi ostry, kłujący ból. Opadłam z powrotem na posłanie. Armin popatrzył na mnie.
- Nie ruszaj się gwałtownie. Jad jeszcze trochę na ciebie działa – zwrócił się tym razem do Freda – posmarowałeś jej rany moją maścią?
- Oczywiście – wyszczerzył zęby i usiadł przy stole. Porwał kawał jakiegoś ciasta i zaczął jeść.
Spojrzałam na swoją dłoń. Nadal była czerwona, ale opuchlizna zeszła. Wyglądała źle, ale jest lepiej niż wcześniej. Teraz powoli usiadłam i zabrałam się za ciastko, które smakowało jak połączenie pomarańczy z... nie wiem jak to opisać. W każdym razie było pyszne i słodkie. W pokoju zapanowała cisza. Każdy coś sobie nałożył i jedyny odgłos to było stukanie talerzy i trzaskanie ognia w kominku. Ogarnęło mnie dziwne uczucie. Wszystko to co czytałam w książkach fantasy istnieje. Magiczne istoty naprawdę mieszkają z zaczarowanej krainie. Ale najdziwniejsze było to, że z dziwną łatwością przyszło mi w to wszystko uwierzyć. Popatrzyłam na chłopaków. Nie wiem dlaczego, ale nigdy bym nie wzięła Freda za krasnoluda. Był taki inny niż ja wyobrażałam sobie te istoty. W moim myśleniu są one bardzo niskie, mają długie brody, ciemne włosy i ogólnie z zachowania tajemnicze i skryte. Fred tą teorię obalił całkowicie. A z tego co wiedziałam o elfach też nie wszystko pasowało. Według tego co czytałam miały jasne i bardzo piękne twarze. Srebrne czy blond włosy i jasna karnacja to odwrotność Armina. Jedyne co się zgadzało to szpiczaste uszy i to, że raczej należał do tych ładniejszych. A co do Mary to dla mnie wyglądem przypominała zwykłą babcię. Nigdy nie czytałam o kobietach krasnoludach więc nie mam odniesienia.
- Pomóc Ci w czymś ? – usłyszałam głos elfa.
- Nie, a co ?
- Gapisz się.
- Nie prawda, nie gapie.
- Gapisz – uśmiechnął się i nałożył sobie zupy.
I znowu zapadło milczenie. Pewnie trwało by ono jeszcze długo, a ja zapewne bym zasnęła, ale ktoś zapukał do drzwi. Ktoś albo coś. Teraz nic nie wiadomo. Armin zerwał się, żeby otworzyć. Mary zaczęła sprzątać po stole, a Fred nadal coś dojadał. Nie wytrzymałam i zapytałam.
- Spodziewacie się gości? – miałam cichą nadzieję, że jednak nie. Jak na razie dość mam wrażeń. Krasnolud odpowiedział z pełnymi ustami.
- To pewnie Rudolf wysłał do nas Zwiadowcę z wiadomością. On ma wtyki w polityce – drugą wiadomość dodał szeptem i z bardzo poważną miną. Nie wiem dlaczego, ale prawie parsknęłam śmiechem. Pytałam dalej.
- Ale ci Zwiadowcy to kto ?
- Nie kto, a co. To nieustraszone stworzenia. Bardzo ciche i szybkie. Roznoszą wiadomości między królestwami. Czasami są szpiegami. Raz dziadek opowiadał mi, że...
Pewnie w tym momencie Fred opowiedział by mi pół swojego życia, ale do pokoju wparował jak huragan Armin. Chodził od ściany do ściany i chyba czegoś szukał. Na szybko założył swój płaszcz.
- Ubieraj się – rzucił mi moją bluzę. Zaczął szperać po półkach i z jednej coś ściągnął. Był to sztylet o złotej ozdabianej rękojeści. Chyba jednak kolekcjonuje czy coś. Ubrałam się szybko. Chciałam zadać jakieś pytanie, ale Fred mnie wręczył.
- Co się stało?
- Rada wie, że gdzieś tu jest człowiek. A to znaczy, że w pierwszej kolejności sprawdzą nasz dom – dodał kiedy zobaczył minę krasnoluda – I ty już wiesz dlaczego. Muszę jak najszybciej odstawić Roxanne do jej świata – założył kaptur – Jak coś to kryjcie mnie.
Mary odwróciła się od zmywania naczyń. W ręce miała wałek i zaczęła im wymachiwać.
- Jak im dam mojego Arminka. Tylko ich dopadnę w moje ręce...
- Mary spokojnie, nie złapią mnie – uśmiechnął się do niej łagodnie, żeby ją uspokoić – Roxanne idź zawsze obok mnie. Nie za mną ani przede mną. Obok. Aha i na razie nie używaj tego swojego super głosu. Nie wiem jak to robisz i musimy być ostrożni. Chyba nie chcesz , żeby cię tu trzymali. No i słuchaj się mnie. Zawsze.
Pokiwałam tylko głową, że przyjęłam do wiadomości te instrukcje i wyszliśmy w zaśnieżony świat.
_____________________________________________
Macie mniej do czytania, ale musiałam trochę podzielić wydarzenia, żeby nie było wszystko na raz C:
Dziękuję za przeczytanie ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Życzę wam radości, szczęścia i pięknych chwil w swoim życiu ^^ Wesołych świąt!❤

P.S - nie umiem wymyślać długich życzeń xD
Do po świętach! ^^
 

 
Wierzycie, że już w sobotę wigilia ? Uwielbiam ten czas. Postanowiłam odpowiedzieć na Christmas Tag *u*
Zaczynamy C:
❤ Jaki jest twój ulubiony świąteczny film?
I tu was może zdziwię. Nigdy nie oglądałam Kevina xD I jakoś nie zamierzam tego nadrobić. Ja na święta lubię oglądać bajkę " Artur ratuje gwiazdkę " Uwielbiam ją ^^

❤ Jaki jest twój ulubiony świąteczny kolor?
Jak tak pomyślę to święta kojarzą mi się że wszystkimi kolorami *-* Kolorowy świat wokół nas... XD

❤Wolisz w Święta chodzić w piżamie, czy elegancko się ubrać?
No we wigilię jestem bardziej świątecznie ubrana i na Boże Narodzenie też, ponieważ jeździmy do rodziny i dzielimy się opłatkiem. W piżamie raczej nigdy nie chodziłam w te dni ^^

❤Jeśli w tym roku mogłabyś dać prezent tylko jednej osobie, to kto by to był?
Tylko jednej ? Tak to nie ma xd Ale muszę wybrać więc mój wybór to Wafelek ( świnka morska). W sumie to jego pierwsze święta ^o^
❤Otwierasz prezenty w Wigilię czy świąteczny poranek?
Otwieramy wszyscy zawsze w Wigilię.

❤Czy kiedykolwiek zbudowałaś dom z piernika?
Nie '€'

❤Co lubisz robić podczas przerwy świątecznej?
Czytam książki, które dostaję pod choinkę, teraz jeszcze będę czytać " Chłopów ". Z innych rzeczy to przygotowuje z mamą i siostrą jedzonko na Nowy Rok, bo w tedy mamy imprezę. Tradycja ^^

❤Jakieś świąteczne życzenia?
Szczęścia, życzliwości i radości
❤Ulubiony bożonarodzeniowy zapach?
Cynamon *-*
❤Jakie jest twoje ulubione świąteczne jedzenie?
Barszcz, ryba i krokiety z kapustą i z grzybami xD
❤Białe, czy kolorowe lampki choinkowe
Szczerze to wszystkie mi się podobają c:
❤Co wolisz – Wigilię, czy pierwszy dzień Świąt?
To nie do porównania xD We wigilię jest krzątanina, gotowanie, pakowanie z tatą prezentu dla mamy, bo wcześniej nie było czasu XD A pierwszy dzień Świąt to wyjazdy do rodziny. Oba są wspaniałe.
❤Jaka jest twoja ulubiona piosenka świąteczna?
Lubię wszystko. Kolędy, piosenki są wesołe i piękne <33
Zachęcam was do tego tagu. My też tworzymy nastrój ^^
 

 
Piszę, dlatego że chciałabym wam przeprosić za opóźnienie z opowiadaniem. Mam nowy rozdział w " toku " i nie wiem kiedy go skończę, bo jest z nim mały kłopot, ale was to to pewnie nie interesuje xD. Przepraszam jeśli ktoś czekał i mogę powiedzieć tylko tyle, że się doczeka ^^
Ogólnie to co u was ? Atmosfera świąt dopisuje ? C: We czwartek w szkole będziemy mieli wigilię szkolną. Będzie barszcz z uszkami i ryba z kapustą xD Każda klasa będzie śpiewać kolęde na scenie i będzie przedstawienie. Podobno nauczyciele też będą razem coś śpiewać więc nie mogę się doczekać ❤
Na koniec chciałbym się zapytać czy ma ktoś z was konto na instagramie lub musical.ly ( co prawda tu jeszcze nic nie dodałam, ale wchodzę c: ) ? Jeśli tak to podajcie swoje nazwy w komentarzu *u* Chętnie was zaobserwuję ^^
Moja nazwa na obu kontach: puchaty_dziobak
Zapraszam



Do napisania ^*^
 

 
Z okazji Mikołajek postanowiłam dać III rozdział opowiadania ^^ Co z tego, że mikołajki były we wtorek, a teraz jest piątek. Liczy się gest xD Niech Ci co czytają moje wypociny cieszą się O ile tacy są xd I niech nie przerazi was długość tekstu. Jest dużo dialogów i nowych postaci C:
____________________________________________________

Obudził mnie zapach pieczonego ciasta. Ten zapach obudzi nawet zmarłego. Kiedy otworzyłam oczy pierwsze co ujrzałam to drewniany sufit. Leżałam na jakimś łóżku i przykryta byłam kocem. Po mojej lewej było okno, a za nim zaśnieżony krajobraz. A zaś po prawej stronie była mała kuchnia, drewniany blat i pełno wszelakich flakoników, butelek i słoików. W kącie stał kominek i jarzył się w nim ogień. Było tu bardzo przytulne. Na krześle obok łóżka ktoś mi się przyglądał.
- Obudziłaś się – w jego glosie brzmiało bardziej stwierdzenie niż pytanie. – Mary! Armin! Obudziła się! Chłopak miał kręte blond włosy i cały czas się uśmiechał. Był nie wysoki. Chyba zauważył moje zaskoczenie, bo od razu zagadał do mnie.
- Jestem Fred miło mi. Ciężko miałaś co nie. Jad mantikory to paskudna sprawa – tu się lekko skrzywił - Na szczęście z ręką jest lepiej. Armin myślał nad odcięciem dłoni, ale udało mi się go odwieść od tego pomysłu - zachichotał cicho – Słyszałem, że zemdlałaś. Co zrobiłaś w Cichym Zamku ? Armin opowiadał o tym jak zatrzymałaś tego stwora głosem i uratowałaś mu życie. – oczy miał szeroko otwarte, a ja nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Jaki Armin ? Cichy Zamek ? Informacji było zbyt wiele jak na raz i mózg nic mi nie przyjmował.
- Przepraszam, gdzie moje maniery. Wiem, że dużo przeszłaś jak na Zwykłą. Ja masz na imię.
To to chyba wiem.
- Roxanne – po chwili spytałam - Gdzie jestem ?
- W moim domu, a konkretnie w kuchni – odpowiedział z uśmiechem i poszedł dołożyć drewna do ognia. W tym samym czasie do pokoju weszła starsza kobieta. Miała spokojny wyraz twarzy, łagodne, szare oczy. Na nosie miała okulary, a siwe włosy miała spięte w kok.
- Witaj dziecino. Lepiej się czujesz ? Może jesteś głodna ? Co ja mówię, na pewno jesteś.
Fred westchnął.
- Mary, ona jeszcze jest zaszokowana tym wszystkim. Na pewno nie myśli o jedzeniu.
- Ale jeść musi, a nie pozwolę by ktoś chodził w tym domu głodny.
- Dobra nie denerwuj się. Gdzie jest Armin ?
- Na dworze, wysyła Zwiadowcę z wiadomością do Rudolfa. Zaraz wróci.
Teraz zaczęła krzątać się przy kuchence. Wyglądała na bardzo miłą osobę, tak samo jak ten chłopak. Ogólnie to miejsce było takie spokojne i ciche. Podoba mi się. Fred znów usiadł tym razem na skraju łóżka. Poczułam jak bardzo jestem zmęczona jednak postanowiłam jakoś zagadać.
- Fred, wspominałeś coś o jadzie mantikory...
- Tak. To ten stwór co was zaatakował w zamku. Od pewnego czasu w Azylium są wszędzie...
- Ok. Nie rozumiem. I na razie mi nie tłumacz. A jak się tu znalazłam?
- Armin Cię przyniósł, na rękach. Byłaś całkiem zmarznięta. Położyliśmy Cię na tym posłaniu i przespałaś może ze dwie godziny.
- Czekaj. Ten cały Armin niósł mnie na rękach przez całą drogę?
- Tak i chyba przydałoby Ci się ograniczenie słodyczy. Niby taka drobna i niepozorna - Ten głos należał do chłopaka opartego o framugę drzwi. Był wysoki, miał czarne, gęste włosy i ciemne oczy. Narzucony miał na siebie ciemny, długi płaszcz. Wyglądał jak cień dlatego go nie zauważyłam dopóki się nie odezwał.
- To ty walczyłeś z tą bestią.
- Tak to ja. Mam też imię. Armin jestem – podszedł ku Mary która teraz coś szybko mieszała. Próbował coś wziąć z talerza, ale ona uderzyła go łyżką po palcach.
- To dla Roxanne. Nie ruszaj.
- Dziękuję, że mnie uratowałeś – powiedziałam, a chłopak odezwał się chyba lekko zdziwiony. Świadczyła o tym podniesiona brew.
- Jak tobie też.
Na chwilę trwało milczenie, ale przerwała go Mary.
- Co wysłałeś Rudolfowi?
- Wiadomość, żeby przeniósł portal do siebie zanim Rada się zorientuje, że coś jest nie tak.
- No, twoje miejsce nie było najlepszą kryjówką – ze śmiechem do rozmowy włączył się Fred, a Armin z niby obrażoną miną odpowiedział
- Może i tak, ale nie pomyślałem, że jakiś człowiek pójdzie za mną i spróbuje wchodzić do obrazu. Przynajmniej jakiś normalny człowiek – słowo „normalny” bardzo wyraźnie podkreślił i pomachał do mnie - Po drugie portal nigdy nie przepuszczał Zwykłych do Azylium. Przykro mi, nie jestem jasnowidzem.
- Dlaczego nazywasz mnie człowiekiem. To tak jakbyś sam nim nie był – on popatrzył na mnie dziwnie jakby myślał czy naprawdę jestem taka głupia.
- Bo nie jestem. Jestem z ludu Cichych Ludzi. Inaczej: Jestem Elfem.
Takiej odpowiedzi się nie spodziewałam. Chyba już prędzej przyjęłabym wiadomość, że jest porywaczem i żąda zapłaty. Przyjrzałam się mu bardziej i dopiero teraz zobaczyłam szpiczaste uszy.
- Dobraaa – spojrzałam na Freda – A ty też jesteś tym... elfem?
On prychnął i z dumą powiedział:
- Proszę Cię, nie obrażaj mnie. Nie jestem elfem tylko krasnoludem, tak samo ja Mary- kobieta na dźwięk swojego imienia pomachała do mnie i od razu wróciła do swojego zajęcia.
- Zwariowałam – powiedziałam po cichu, a Armin wzruszył ramionami.
- Wiesz tego nie mogę teraz stwierdzić, chociaż może....
- Ale wy nie istniejecie. Występujecie w mitach czy w legendach. Robią o was filmy. Ale przecież nie ma was naprawdę – popatrzyłam im w oczy po kolei – powiedzcie coś.
Odezwał się tylko Fred.
- Co to filmy?
To mnie za bardzo nie usatysfakcjonowało. Armin przejechał dłonią po włosach i powiedział łagodnie.
- Przykro mi, ale to wszystko prawda – spojrzałam przez okno. Zobaczyłam wielką, białą od śniegu przestrzeń. Nic co mogłoby przypominać mi miasto. Na dworze panował pół mrok.
- Dajcie mi trochę czasu na przyswojenie tego wszystkiego – powiedziałam cicho. Przyznam, że byłam lekko skołowana.
Pomyślałam też, że może ten głos, który mnie dręczył w domu dziecka ma coś związanego z tym światem. Zwariowane, ale przynajmniej jest to jakieś wytłumaczenie. Armin popatrzył się na mnie.
- Tylko, że czasu za dużo nie ma. Muszę Cię szybko odstawić z powrotem do domu, za nim ktoś się zorientuje, że tu jesteś. To tak jakby niedozwolone.
- Jak ktoś ma się o mnie dowiedzieć, że tu jestem ?
- Teraz jest dużo szpiegów i strażników. Wszystko przez konflikt ze Smokami. Rada może się o tobie dowiedzieć w każdej chwili.
Mary właśnie skończyła swoje zajęcie.
- Dobra, dobra. Oni nie są tacy szybcy jak myślisz, a po drugie zgłoszeń o przekroczenie granicy jest dużo i chwilę im to zajmie – uśmiechnęła się do mnie serdecznie – Dajcie jej chwilę spokoju – klasnęła w dłonie – No, a teraz chodźmy coś zjeść!

_____________________________________________________
Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali ^^ Jeśli możecie zoztawcie jakiś komentarz czy coś C:
  • awatar Kowalski, opcje!: Ci co czytają twoje wypociny cieszą się. Bo tacy są.
  • awatar Jakobina: Przeczytałam :D Jestem tutaj pierwszy raz i ten rozdział czytam jako pierwszy, ale powiem ci, że dla mnie akcja rozwija się ciekawie. Na pewno zaobserwuję i będę czekać niecierpliwie na kolejne rozdziały, w razie czego informuj mnie w wiadomości prywatnej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dziękuję wszystkim za tak miłe komentarze pod pierwszym rozdziałem mojego opowiadania. To daje mi wielką satysfakcję ^u^
Zaprasza na kolejny rozdział
________________________________________________
Łamaga.
To pierwsze, jedyne słowo, które przyszło mi na myśl i które może uchodzić za synonim mnie. No, bo kto optyka się o własne nogi ? Ja. Leżałam chwilę w ciemności. Pod palcami wyczułam coś miękkiego, jak dywan. I choć nie mogłam wstać ( czytaj: tak mnie wszystko bolało po upadku ) przemogłam się i z jękami wstałam na nogi. Zobaczyłam teraz, że stoję w czymś w rodzaju korytarza, tylko bez okien. Wyjęłam latarkę i postanowiłam się ruszyć i sprawdzić gdzie w ogóle jestem i co to za miejsce.. No i gdzie jest wyjście. Na ścianach wisiało bardzo dużo obrazów przedstawiających martwą naturę. Tylko na jednym z nich widniał portret starszego mężczyzny. Jego oczy były zadziwiające. Miały nienaturalnie zielony kolor i źrenice jak u węża. Z trudem odciągnęłam od niego wzrok i poszłam dalej. Wydawało mi się jakbym była w jakimś labiryncie. Po jakimś czasie zauważyłam pierwsze do tej pory drzwi. Otworzyłam je i trafiłam do wielkiej sali. Jedyną rzeczą jaką tam zauważyłam był zakurzony fortepian i jak na razie pierwsze okno. Podeszłam do niego i sama nie wiedziałam czy wierzyć własnym oczom. Nie zobaczyłam normalnego dla mnie widoku samochodów, wieżowców i ludzi prowadzących nocny styl życia tylko... góry. Były tak blisko, że mogłabym je dotknąć. Wyglądało tak jakby ten budynek był przyczepiony do skały. Postanowiłam natychmiast poszukać wyjścia z tego dziwnego miejsca. To wszystko wygląda jak jakiś bardzo realistyczny sen.
-Ten korytarz nie ma końca – pchnęłam pierwsze lepsze drzwi, które teraz tak naprawdę pojawiały się do metr, ale nadal nie było żadnych okien. Gdy przez nie przeszłam zauważyłam schody rozchodzące się na dwie strony. Na samym szczycie pod sufitem zauważyłam malutkie, okrągłe okno z kolorowymi witrażami. Wyglądało to tak samo jak na tym obrazie, w galerii sztuki.
- O co tu chodzi ? – miałam zamiar sprawdzić kolejne drzwi i w tej właśnie chwili przebiegł przede mną cień. Pociągnął mnie za plecak do tyłu.
- Co tu robisz ?
- N-nie wiem. – próbowałam ogarnąć nieznajomego wzrokiem, ale było za ciemno. Nie dochodziło tu żadne światło, a z tego wszystkiego upuściłam latarkę – kim jesteś ?
- Teraz to nie najważniejsze. Śledzisz mnie ?
- Co ? Nie! Słuchaj, nie wiem co to za miejsce i co najważniejsze nie wiem jak się tu znalazłam. Szukam teraz wyjścia i jeśli mógłbyś mi pomóc to byłabym ci bardzo...
Przestałam mówić, bo usłyszałam głośny ryk. Na samym szczycie schodów stał ciemny kształt. Mój wzrok powoli zaczął przyzwyczajać się do panującej wszędzie ciemności. Wyglądał jak lew z głową człowieka, miał skrzydła jak u smoka lub nietoperza. Jedno z nich wyglądało na złamane. Na końcu widniał ogon jak u skorpiona. Pomyślałam, że nieźle musiałam uderzyć się w głowę, bo mam zwidy. Nieznajomy powoli cofnął się i szeptem powiedział
- Nie ruszaj się – wciąż obserwowałam bestie jak powoli się ruszyła w naszą stronę. Była już bardzo blisko nas. Za blisko. Zostań tu!
Szybkim ruchem narzucił na mnie swój płaszcz. Był ciężki i miękki. On sam zwinnie ruszył w stronę stwora. Wyrzucił z ręki coś co wyglądało ja złoty proszek, a stwór zatoczył się do tyłu. Wydał głośny ryk i rzucił się na swojego napastnika. Odrzucił chłopaka łapą na ścianę. Teraz potwór ruszył na mnie. Ogarnęła mnie taka panika, że jedyne co zrobiłam to gapiłam się na niego niemo. Gdy był już całkiem blisko mnie okryłam się bardziej płaszczem i wtedy potwór wymierzył we mnie swój skorpioni ogon. Wstrzymałam oddech w chwili kiedy uderzył nim i odbił się ode mnie, a raczej od mojego przykrycia jak od skały. Teraz jego kolec był złamany, a z jego końca kapała czarna jak smoła ciecz. Stwór wydał serię jęków i znów próbował szczęścia na nieznajomym. Tylko, że teraz nie było go pod ścianą. Był tak cichy, że nie wiem kiedy wstał. Stał on na schodach i obserwował potwora. Kiedy bestia była skupiona na szukaniu go, on zaczął podchodzić do stwora od tyłu. W ręku trzymał błyszczący sztylet. Pobiegł i wbił go w grzbiet bestii, ta zaś straszliwie zaryczała i runęła na podłogę. Kiedy człowiek cień odwrócił się i zaczął odchodzić, zobaczyłam, że stwór szykuje się jeszcze do ostatniego ataku. Patrzyłam na to w osłupieniu. Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Mimo strachu zarzuciłam z siebie płaszcz. Poślizgnęłam się i na smolistej cieczy. Przez przypadek moja ręka jej dotknęła. Miałam straszny mętlik w głowie. Wydawało mi się jakbym trwała między jawą, a snem. Jedyne co udało mi się zrobić to krzyknęłam:
- Stój!!!
Nie wiem co sobie myślałam, czy w ogóle myślałam, ale potwór zamarł w bezruchu w przednimi łapami wyciągniętymi w stronę chłopaka. On patrzył się to na niego to na mnie. W końcu wbił we mnie pytający wzrok. Był bardzo zmieszany, a na jego twarzy malowało się zaskoczenie.
- Jak ty to... ?
Nie zdążyłam odpowiedzieć ( chodź nawet nie wiedziała bym co powiedzieć) , ponieważ poczułam silnie piekący ból. Spojrzałam na swoją dłoń. Była opuchnięta i bardzo czerwona. Wyglądała gorzej niż źle. Zakręciło mi się w głowie.
Aha i tak. Zemdlałam.

__________________________________________________
Ja podoba wam się kolejny rozdział ? Wyszedł trochę dłuższy niż przypuszczałam. Zazwyczaj wydaje mi się że nie napisze ani dwóch zdań, ale ja zacznę to już leci C: Jeszcze muszę popracować nad opisami miejsc, bo to trochę u mnie kuleje
Piszcie co myślicie ^^
  • awatar Kowalski, opcje!: Łał. Ciekawe jak ona to zrobiła? Ja też chcę mieć moc zatrzymywania potworów. Kit z tym, że żadnego nie spotkałam.
  • awatar Hanti: Jestem bardzo ciekawa co to za świat w którym znalazła się łamaga i co to za potworek :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Witajcie
Jak u was z śniegiem ? Jako, że mieszkam na podhalu to jest go duuużo. Całe dwa dni ( jak nie więcej ) bez ustanku pada śnieg. Dziś nawet nie poszłam z tego powodu do szkoły. Zimą zaskoczyła kierowców xd Może będą śnieżne święta? Dziwne, dawniej nic nie byłoby w tym dziwnego, innego. No właśnie końcu jest już grudzień. A teraz jest trochę więcej śniegu ( naprawę pamietam więcej) i wszyscy tacy " Ale jak to ? Śnieg ? " Może ja tak tylko myślę, bo tutaj gdzie mieszkam zazwyczaj zawsze jest śnieg, w końcu to góry. Zdaję sobie sprawę, że w miastach to może wyglądać inaczej. Na przykład do mojej klasy doszedł chłopak z Rzeszowa, który się przeprowadził i mówił, że tyle śniegu jeszcze w życiu nie widział. Dla mnie to wydaję się to trochę śmieszne, ale po wyjazdach do Krakowa wiem, że w większych miastach jest mało puchu xD I nie chodzi mi, o to że w " miastowi to śniegu nie widzieli ", tylko że ludzie zaczęli narzekać na coś co wcześniej każdy uznawał za normalność. Niektórzy za szybko zapominają...
W sumie teraz myślę sobie po co to wszystko piszę. Może dla samego pisania. Ogólnie to jest pisane nie na bardzo poważnie tylko pół żartem Tylko, że taka jest sytuacja xD Możliwe, że nawet nie ma to żadnego sensu. A może ktoś mnie zrozumiał xD Nie ma to jak pisać z weny ^_^
Taki widok z okna ze wczoraj

A tak w ogóle to cieszycie się z zimy ? Ja to jestem szczęśliwa. Niby wiem, że przez nią dużo jest wypadków, śliskie drogi itp. Może jestem inna. Dziś taki miałyśmy z siostrą zaciesz, bo w radiu puścili Last Christmas xDD Może to przereklamowane, a może nie, ale ja lubię takie klimaty C: Niektórzy narzekają, że reklamy za wcześnie, że to psuje później tzw. " magię świąt ". Ja tam myślę na odwrót. Dla mnie to dodaje takiego uroku. No oczywiście nie chodzi mi, o to żeby zaraz po 1 listopada robić wszystko mikołajkowe czy coś w tym stylu. Według mnie takie reklamy ( tak timobile też xD ) dają troszeczkę uśmiechu na twarzy i w sumie chyba o to chodzi. O uśmiech
Okej może to i bez ładu i składu, ale prosto z serduszka ❤ A wiadomo serce nie ma rozumu i czasem popełnia błędy ( w pisowni też) ^0^
Dla tych, którzy nie pamiętają jutro kolejny rozdział, który już się stworzył i trzeba go podszlifować ^^
Do jutra *u*
  • awatar secretlyblacklola: Ile śniegu. *o* Też chcę! Mieszkam koło Rzeszowa i tu jest śnieg 1 dzień, a potem już go nie ma. :((
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Więc tak to jest pierwszy rozdział mojego opowiadania. Tak jak już wspomniałam bedzie ono z gatunku fantasy. Cała historia jest wymyślona przeze mnie, ale będą tam się pojawiały postacie charakterystyczne dla tego gatunku, takie jak; elfy, krasnoludy, faerie, smoki itp. Miałam przy nim trochę roboty. Na sam koniec, gdy było już wszystko napisane i ogólnie wszystko cacy to po przeczytaniu postanowiłam wymienić narrację 3 os. na 1 os. bo mi sie nie spodobało. I znacznie lepiej mi się piszę Życzę miłego czytania.
********************************
Była późna noc. Uciekałam przez ciemną uliczkę i kątem oka zauważyłam, że ktoś za mną biegnie. Byłam niemal pewna, kto to jest.
- Roxanne staniesz teraz, albo pożałujesz, że kiedykolwiek tu trafiłaś i pozwoliłaś czytać swój pamiętnik.
Odwróciłam się i zmierzyłam ją wzrokiem. Miała proste włosy do ramion i kocie oczy. Odpowiedziałam jej spokojnie, ale stanowczo.
- Ciszej, bo nas usłyszą. - skinęła na nią, aby podeszła bliżej. - Słuchaj Caroline, po pierwsze marny ten argument, a po drugie planuje tą ucieczkę nie wiem już odkąd i nie pozwolę, żeby przez ciebie mi to nie wyszło. Więc bardzo Cię proszę, wróć do pokoju, udaj że nie wiesz co się ze mną stało. Naprawdę nie mogę tu zostać. - głos się mi lekko załamał.
Ta zaś nic nie odpowiedziała. Wyglądała na złą i zmartwioną jednocześnie.
- Przepraszam
Odwróciłam się i pobiegłam dalej. Kiedy przechodziłam obok witryn sklepowych zauważyłam dopiero jak wyglądam. Ogólnie jestem dziewczyną dość niską jak na swój wiek. Ciemno brązowe włosy związałam niedbale w kok. Duże oczy, były podkrążone i wciąż wypatrywały nie chcianych osób, które mogły by przeszkodzić mi w ucieczce. Od kilku lat to planowała i choć Caroline była dla mnie prawie jak siostra to musiałam odejść. Zostawiam ją i cały sierociniec dla ich dobra, tylko dlatego. Wciąż śniły mi się koszmary o tym jak robię komuś krzywdę. Nie pamiętam całych snów tylko urywki scen. Za to dobrze pamiętam ten głos, który zawsze w nocy do mniej mówił „ jesteś słaba ‘’, „ zrobisz krzywdę osobą, na których Ci zależy’’. Był zimny i kobiecy. Słychać było w nim cierpienie, jakby osoba do której należał cały czas płakała.
Wybiegłam na ulicę i rozejrzałam się. Byłam dość daleko, tak że nawet jakby Caroline po kogoś poszła to nie mógłby mnie znaleźć. Przynajmniej mam taką nadzieję. Zaczęłam iść na przystanek autobusowy. Wciąż myślałam czy wzięłam wszystko. Wszystko to za dużo powiedziane. Kilka ubrań i pieniądze, których starczy może na dwa tygodnie. Nie ważne, znajdę jakąś pracę. W końcu mam szesnaście lat. Zatrudnię się jako niania. Na pewno znajdę miejsce do spania i ...
Było tak ciemno i tak się zamyśliłam, że nie zauważyłam kiedy na kogoś wpadłam. Zatoczyłam się i chwyciłam przypadkowo nieznajomego za ramię. Ten ktoś zasyczał jakby się oparzył. Wstał i podniósł walizkę, z której coś wypadło. Mruczał coś pod nosem i nie zwracał na mnie uwagi. Tak jakbym nie istniała.
- Bardzo przepraszam. Nie zauważyłam cię – Skrzywiłam się kiedy dotknęłam łokcia. - Pomogę Ci z twoimi rzeczami. Zazwyczaj jest bardziej ogarnięta - powoli wstałam i zauważyłam, że nieznajomy skręcił już zniknął.
- Miło było – zawołałam za nim.
Ruszyłam dalej na przystanek. Mimo późnej pory na chodnikach było pełno ludzi. Przechodziłam właśnie obok sklepu z ubraniami. Caroline dużo by dała za tę sukienkę z wystawy. Po chwili patrzenia w szybę popatrzyłam na swoje odbicie i zorientowałam się , że zostawiłam plecak. Popatrzyłam na zegarek. Jest dobrze. Jest jeszcze dziesięć minut do autobusu. Nawróciłam się i poszłam po swoją zgubę.
- Nie wierzę! Jaka osoba zapomina rzeczy, w której ma wszystko co posiada. Chyba przykleję go do pleców i będę żółwiem. W sumie sama się kiedyś zgubię.
ROXANNE!
Stanęłam jakby wyrosła przede mną niewidzialna ściana. Teraz zobaczyłam, że jestem w kompletnie innym miejscu. Nie wiedziałam, że tu idę. Nigdy nawet tu nie byłam. Spojrzałam na szerokie drzwi, a nad nimi napisane było „ Wystawa sztuki barokowej ‘’. Tak, dlatego nigdy mnie tu nie było. Nie lubię sztuki. Gdy organizowali wycieczki z sierocińca to ja wolałam zostać i czytać. Może to ,dlatego że jej nie rozumiem. Tak samo jak matematyki. Gdzieś czytałam, że jest to ze sobą powiązane. A może to chodziło o muzykę. Nieważne, raczej nie planuję kariery muzyczno-plastycznej, bo ludzie by na tym ucierpieli.
SZYBKO!
Głos stał się głośniejszy i bardziej nalegający. Nikt z przechodniów nie zwracał najmniejszej uwagi na te krzyki. Poczułam jak po plecach przeszły mi dreszcze. Przecież to nie możliwe. Jasne, zwariowałam. A może to ze zmęczenia. Może mam wstrząs mózgu? Mimo tych myśli weszłam do budynku. W recepcji świeciło światło, ale nikogo tam nie było.
- Przepraszam, jest tu ktoś ? Słyszałam krzyki i...
No właśnie i co ? Może było włamanie? Zamiast odpowiedzi usłyszałam chrapanie. Podeszłam bliżej ku recepcji i zauważyła mężczyznę skulonego na podłodze, który postanowił uciąć sobie drzemkę. Obok niego narysowany był jakiś znak. Chyba już widziałam to w jakiejś książce o mitologii. Chciałam obejrzeć go z bliska, kiedy usłyszałam hałas w sali obok. Sprawdziłam drzwi, były uchylone. Weszłam najciszej jak umiem i znalazłam się w małym pokoju. Było tam pełno różnych rzeczy . I pełno kurzu. Pewnie jest to jakiś schowek. Na ścianie powieszony był stary i na za ładny obraz. Przedstawiał on sale balową w stylu barokowym. Rama wokół niego była pokryta złotem i miała wyrzeźbione jakieś znaki takie jak przy tym facecie. Wydawało się jakby lekko świeciła i tak jakby... mruczała? Gdy przyjrzałam się bliżej, aż zakręciło mi się w głowie. Przez namalowaną sale przebiegła ciemna, wysoka postać z... walizką. Chyba lekko zakręciło mi się w głowie.
- Nie, niemożliwe. Po co ja tu w ogóle przyszłam. Dlaczego nie mogłam udać, że nie woła mnie żaden niepokojący głos i już – skarciłam się i powoli zaczęłam się cofać. Nie wie o co, pewnie z emocji przewróciłam się o własne nogi. Próbowałam chwycić się powietrza. Nic to nie dało. Spadłam na ścianę i przywaliłam ręką o ramę obrazu. Poczułam jakbym spadała w przepaść.
I zrobiło się ciemno.

**************************************
Mam nadzieję, że przeczytaliście i nie przeraziliście się długością. Starałam się zacząć dość dynamicznie, ale zdaje sobie sprawę, że nie jest on za ciekawy i nie wiecie za bardzo co się dzieje, ale z biegiem wydarzeń będzie lepiej C: I bardzo was proszę o komentarze. Co się wam podoba, a co nie ? Uwagi chętnie widziane
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Cześć
Nazywam się Paulina i mam 17 lat. Na tej stronie chciałabym publikować moje opowiadanie. Będzie ono w stylu Urban fantasy C; Będę starała się, żeby co sobotę pojawiał się nowy rozdział. Wyjątkiem będzie pierwszy rozdział. Planuję pokazać wam go jutro. A tak o mnie to chodzę do liceum, uwielbiam robić zdjęcia i czytać książki. Jestem fanką wszystkiego co napisał Rick Riordan ❤ Kocham zwierzęta. Mam tu już inny blog, ale postanowiłam założyć stronę specjalnie pod pisanie. Może ktoś będzie wiedział, z którego jestem bloga. To tyle o mnie tak na wstępie. Wyczekujcie jutro początku mojego opowiadania ^*^
( zdjęcie z mojego insta : puchaty_dziobak )

Do jutra
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›