• Wpisów: 13
  • Średnio co: 42 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 08:30
  • Licznik odwiedzin: 3 398 / 596 dni
 
paulinelievre
 
Dziękuję wszystkim za tak miłe komentarze pod pierwszym rozdziałem mojego opowiadania. To daje mi wielką satysfakcję ^u^
Zaprasza na kolejny rozdział:D
________________________________________________
Łamaga.
To pierwsze, jedyne słowo, które  przyszło mi na myśl i które może uchodzić za synonim mnie. No, bo kto optyka się o własne nogi ? Ja. Leżałam chwilę w ciemności. Pod palcami wyczułam coś miękkiego, jak dywan. I choć nie mogłam wstać  ( czytaj: tak mnie wszystko bolało po upadku ) przemogłam się i z jękami wstałam na nogi. Zobaczyłam teraz, że stoję w czymś w rodzaju korytarza, tylko bez okien. Wyjęłam latarkę i postanowiłam się ruszyć i sprawdzić gdzie w ogóle jestem i co to za miejsce.. No i gdzie jest wyjście. Na ścianach wisiało bardzo dużo obrazów przedstawiających martwą naturę. Tylko na jednym z nich widniał portret starszego mężczyzny. Jego oczy były zadziwiające. Miały nienaturalnie zielony kolor i źrenice jak u węża. Z trudem odciągnęłam od niego wzrok i poszłam dalej. Wydawało mi się jakbym była w jakimś labiryncie. Po jakimś czasie zauważyłam pierwsze do tej pory drzwi. Otworzyłam je i trafiłam do wielkiej sali. Jedyną rzeczą jaką tam zauważyłam był zakurzony fortepian i jak na razie pierwsze okno. Podeszłam do niego i sama nie wiedziałam czy wierzyć własnym oczom.  Nie zobaczyłam normalnego dla mnie widoku samochodów, wieżowców i ludzi prowadzących nocny styl życia tylko...  góry. Były tak blisko, że mogłabym je dotknąć.  Wyglądało tak jakby ten budynek był przyczepiony do skały. Postanowiłam natychmiast poszukać wyjścia z tego dziwnego miejsca. To wszystko wygląda jak jakiś bardzo realistyczny sen.
-Ten korytarz nie ma końca – pchnęłam pierwsze lepsze drzwi, które teraz tak naprawdę pojawiały się do metr, ale nadal nie było żadnych okien. Gdy przez nie przeszłam zauważyłam schody rozchodzące się na dwie strony. Na samym szczycie pod sufitem zauważyłam malutkie, okrągłe okno z kolorowymi witrażami.  Wyglądało to tak samo jak na tym obrazie, w galerii sztuki.
- O co tu chodzi ? – miałam zamiar sprawdzić kolejne drzwi i w tej właśnie chwili przebiegł przede mną cień. Pociągnął mnie za plecak do tyłu.
- Co tu robisz ?
-  N-nie wiem. – próbowałam ogarnąć nieznajomego wzrokiem, ale było za ciemno. Nie dochodziło tu żadne światło, a z tego wszystkiego upuściłam latarkę – kim jesteś ?
- Teraz to nie najważniejsze. Śledzisz mnie ?
- Co ? Nie! Słuchaj, nie wiem co to za miejsce i co najważniejsze nie wiem jak się tu znalazłam. Szukam teraz wyjścia i jeśli mógłbyś mi pomóc to byłabym ci bardzo...
Przestałam mówić, bo usłyszałam  głośny ryk. Na samym szczycie schodów stał  ciemny kształt. Mój wzrok powoli zaczął  przyzwyczajać się do panującej wszędzie ciemności.  Wyglądał jak lew  z głową człowieka, miał skrzydła jak u smoka lub nietoperza. Jedno z nich wyglądało na złamane. Na końcu widniał ogon jak u skorpiona. Pomyślałam, że nieźle musiałam uderzyć się w głowę, bo mam zwidy. Nieznajomy powoli cofnął się i szeptem powiedział
- Nie ruszaj się – wciąż obserwowałam bestie jak powoli się ruszyła w naszą stronę. Była już bardzo blisko nas. Za blisko. Zostań tu!
Szybkim ruchem narzucił na mnie swój płaszcz. Był ciężki i miękki. On sam zwinnie ruszył w stronę stwora. Wyrzucił z ręki coś co wyglądało ja złoty proszek, a stwór zatoczył się do tyłu. Wydał głośny ryk i rzucił się na swojego napastnika. Odrzucił chłopaka łapą na ścianę.  Teraz potwór ruszył na mnie. Ogarnęła mnie taka panika, że jedyne co zrobiłam to gapiłam się na niego niemo. Gdy był już całkiem blisko mnie okryłam się bardziej płaszczem i wtedy potwór wymierzył we mnie swój skorpioni ogon. Wstrzymałam oddech w chwili kiedy uderzył nim i odbił się ode mnie, a raczej od mojego przykrycia jak od skały. Teraz jego kolec był złamany, a z jego końca kapała czarna jak smoła  ciecz. Stwór wydał serię jęków i znów próbował szczęścia na nieznajomym. Tylko, że teraz nie było go pod ścianą. Był tak cichy, że nie wiem kiedy wstał. Stał on na schodach i obserwował potwora.  Kiedy bestia była skupiona na szukaniu go, on zaczął podchodzić do stwora od tyłu. W ręku trzymał błyszczący sztylet. Pobiegł i wbił go w grzbiet bestii, ta zaś straszliwie zaryczała i runęła na podłogę. Kiedy człowiek cień odwrócił się i zaczął odchodzić, zobaczyłam, że stwór szykuje się jeszcze  do ostatniego ataku. Patrzyłam na to w osłupieniu. Wszystko działo się jak w zwolnionym tempie. Mimo strachu zarzuciłam z siebie płaszcz. Poślizgnęłam się i na smolistej cieczy. Przez przypadek moja ręka jej dotknęła. Miałam straszny mętlik w głowie. Wydawało mi się jakbym trwała między jawą, a snem.  Jedyne co udało mi się zrobić  to krzyknęłam:
- Stój!!!
Nie wiem co sobie myślałam, czy w ogóle myślałam, ale potwór zamarł w bezruchu w przednimi łapami wyciągniętymi w stronę chłopaka. On patrzył się to na niego to na mnie. W końcu wbił we mnie pytający wzrok. Był bardzo zmieszany, a na jego twarzy malowało się zaskoczenie.
- Jak ty to... ?
Nie zdążyłam odpowiedzieć ( chodź nawet nie wiedziała bym co powiedzieć) , ponieważ poczułam silnie piekący ból. Spojrzałam na swoją dłoń. Była opuchnięta i bardzo czerwona. Wyglądała gorzej niż źle. Zakręciło mi się w głowie.
Aha i tak. Zemdlałam.

__________________________________________________
Ja podoba wam się kolejny rozdział ? Wyszedł trochę dłuższy niż przypuszczałam. Zazwyczaj wydaje mi się że nie napisze ani dwóch zdań, ale ja zacznę to już leci C: Jeszcze muszę popracować nad opisami miejsc, bo to trochę u mnie kuleje :/
Piszcie co myślicie ^^

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego