• Wpisów: 13
  • Średnio co: 42 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 08:30
  • Licznik odwiedzin: 3 398 / 596 dni
 
paulinelievre
 
Z okazji Mikołajek postanowiłam dać III rozdział opowiadania ^^ Co z tego, że mikołajki były we wtorek, a teraz jest piątek. Liczy się gest xD Niech Ci co czytają moje wypociny cieszą się :D O ile tacy są xd I niech nie przerazi was długość tekstu. Jest dużo dialogów i nowych postaci C:
____________________________________________________

Obudził mnie zapach pieczonego ciasta. Ten zapach obudzi nawet zmarłego. Kiedy otworzyłam oczy pierwsze co ujrzałam to drewniany sufit. Leżałam na jakimś łóżku i przykryta byłam kocem. Po mojej lewej było okno, a za nim zaśnieżony krajobraz. A zaś po prawej stronie była mała kuchnia, drewniany blat i pełno wszelakich flakoników, butelek i słoików. W kącie stał kominek i jarzył się w nim ogień. Było tu bardzo przytulne. Na krześle obok łóżka ktoś mi się przyglądał.
- Obudziłaś się – w jego glosie brzmiało bardziej stwierdzenie niż pytanie. – Mary! Armin! Obudziła się! Chłopak miał kręte blond włosy i cały czas się uśmiechał. Był nie wysoki. Chyba zauważył moje zaskoczenie, bo od razu zagadał do mnie.
- Jestem Fred miło mi. Ciężko miałaś co nie. Jad mantikory to paskudna sprawa – tu się lekko skrzywił - Na szczęście z ręką jest lepiej. Armin myślał nad odcięciem dłoni, ale udało mi się go odwieść od tego pomysłu - zachichotał cicho – Słyszałem, że zemdlałaś. Co zrobiłaś w Cichym Zamku ? Armin opowiadał o tym jak zatrzymałaś tego stwora głosem  i uratowałaś mu życie. – oczy miał szeroko otwarte, a ja nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Jaki Armin ? Cichy Zamek ?  Informacji było zbyt wiele jak na raz i mózg nic mi nie przyjmował.
- Przepraszam, gdzie moje maniery. Wiem, że dużo przeszłaś jak na Zwykłą. Ja masz na imię.
To to chyba wiem.
- Roxanne – po chwili spytałam - Gdzie jestem ?
- W moim domu, a konkretnie w kuchni – odpowiedział z uśmiechem i poszedł dołożyć drewna do ognia. W tym samym czasie do pokoju weszła starsza kobieta. Miała spokojny wyraz twarzy, łagodne, szare oczy. Na nosie miała okulary, a siwe włosy miała spięte w kok.
- Witaj dziecino. Lepiej się czujesz ? Może jesteś głodna ? Co ja mówię, na pewno jesteś.
Fred westchnął.
- Mary, ona jeszcze jest zaszokowana tym wszystkim. Na pewno nie myśli o jedzeniu.
- Ale jeść musi, a nie pozwolę by ktoś chodził w tym domu głodny.
- Dobra nie denerwuj się. Gdzie jest Armin ?
- Na dworze, wysyła Zwiadowcę z wiadomością do Rudolfa. Zaraz wróci.
Teraz zaczęła krzątać się przy kuchence. Wyglądała na bardzo miłą osobę, tak samo jak ten chłopak. Ogólnie to miejsce było takie spokojne i ciche. Podoba mi się. Fred znów usiadł tym razem na skraju łóżka. Poczułam jak bardzo jestem zmęczona jednak postanowiłam jakoś zagadać.
- Fred, wspominałeś coś o jadzie mantikory...
- Tak. To ten stwór co was zaatakował w zamku. Od pewnego czasu w Azylium są wszędzie...
-  Ok. Nie rozumiem. I na razie mi nie tłumacz. A jak się tu znalazłam?
- Armin Cię przyniósł, na rękach. Byłaś całkiem zmarznięta. Położyliśmy Cię na tym posłaniu i przespałaś może ze dwie godziny.
- Czekaj. Ten cały Armin niósł mnie na rękach przez całą drogę?
- Tak i chyba przydałoby Ci się ograniczenie słodyczy. Niby taka drobna i niepozorna - Ten głos należał do chłopaka opartego o framugę drzwi. Był wysoki, miał czarne, gęste włosy i ciemne oczy. Narzucony miał na siebie ciemny, długi płaszcz. Wyglądał jak cień dlatego go nie zauważyłam dopóki się nie odezwał.
- To ty walczyłeś z tą bestią.
- Tak to ja. Mam też imię. Armin jestem – podszedł ku Mary która teraz coś szybko mieszała. Próbował coś wziąć z talerza, ale ona uderzyła go łyżką po palcach.
- To dla Roxanne. Nie ruszaj.
- Dziękuję, że mnie uratowałeś – powiedziałam, a chłopak odezwał się chyba lekko zdziwiony. Świadczyła o tym podniesiona brew.
-  Jak tobie też.
Na chwilę trwało milczenie, ale przerwała go Mary.
- Co wysłałeś Rudolfowi?
- Wiadomość, żeby przeniósł portal do siebie zanim Rada się zorientuje, że coś jest nie tak.
- No, twoje miejsce nie było najlepszą kryjówką – ze śmiechem do rozmowy włączył się Fred, a Armin z niby obrażoną miną odpowiedział
- Może i tak, ale nie pomyślałem, że jakiś człowiek pójdzie za mną i spróbuje wchodzić do obrazu. Przynajmniej jakiś normalny człowiek – słowo „normalny” bardzo wyraźnie podkreślił i pomachał do mnie - Po drugie portal nigdy nie przepuszczał Zwykłych do Azylium. Przykro mi, nie jestem jasnowidzem.
- Dlaczego nazywasz mnie człowiekiem. To tak jakbyś sam nim nie był – on popatrzył na mnie dziwnie jakby myślał czy naprawdę jestem taka głupia.
- Bo nie jestem. Jestem z ludu Cichych Ludzi. Inaczej: Jestem Elfem.
Takiej odpowiedzi się nie spodziewałam. Chyba już prędzej przyjęłabym wiadomość, że jest porywaczem i żąda zapłaty. Przyjrzałam się mu bardziej i dopiero teraz zobaczyłam szpiczaste uszy.
- Dobraaa – spojrzałam na Freda – A ty też jesteś tym... elfem?
On prychnął i z dumą  powiedział:
- Proszę Cię, nie obrażaj mnie. Nie jestem elfem tylko krasnoludem, tak samo ja Mary- kobieta na dźwięk swojego imienia pomachała do mnie i od razu wróciła do swojego zajęcia.
- Zwariowałam – powiedziałam po cichu, a Armin wzruszył ramionami.
- Wiesz tego nie mogę teraz stwierdzić, chociaż może....
- Ale wy nie istniejecie. Występujecie w mitach czy w legendach. Robią o was filmy. Ale przecież nie ma was naprawdę – popatrzyłam im w oczy po kolei – powiedzcie coś.
Odezwał się tylko Fred.
- Co to filmy?
To mnie za bardzo nie usatysfakcjonowało. Armin przejechał dłonią po włosach i powiedział łagodnie.
- Przykro mi, ale to wszystko prawda – spojrzałam przez okno. Zobaczyłam wielką, białą od śniegu przestrzeń. Nic co mogłoby przypominać mi miasto. Na dworze panował pół mrok.
-  Dajcie mi trochę czasu na przyswojenie tego wszystkiego – powiedziałam cicho. Przyznam, że byłam lekko skołowana.
Pomyślałam też, że może ten głos, który mnie dręczył w domu dziecka ma coś związanego z tym światem. Zwariowane, ale przynajmniej jest to jakieś wytłumaczenie. Armin popatrzył się na mnie.
- Tylko, że czasu za dużo nie ma. Muszę Cię szybko odstawić z powrotem do domu, za nim ktoś się zorientuje, że tu jesteś. To tak jakby niedozwolone.
- Jak ktoś ma się o mnie dowiedzieć, że tu jestem ?
- Teraz jest dużo szpiegów i strażników. Wszystko przez konflikt  ze Smokami. Rada może się o tobie dowiedzieć w każdej chwili.
Mary właśnie skończyła swoje zajęcie.
- Dobra, dobra. Oni nie są tacy szybcy jak myślisz, a po drugie zgłoszeń o przekroczenie granicy  jest dużo i chwilę im to zajmie – uśmiechnęła się do mnie serdecznie – Dajcie jej chwilę spokoju – klasnęła w dłonie  – No, a teraz chodźmy coś zjeść!

_____________________________________________________
Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali ^^ Jeśli możecie zoztawcie jakiś komentarz czy coś C:

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    Ci co czytają twoje wypociny cieszą się. Bo tacy są.
     
  •  
     
    Przeczytałam :D
    Jestem tutaj pierwszy raz i ten rozdział czytam jako pierwszy, ale powiem ci, że dla mnie akcja rozwija się ciekawie.
    Na pewno zaobserwuję i będę czekać niecierpliwie na kolejne rozdziały, w razie czego informuj mnie w wiadomości prywatnej.