• Wpisów: 13
  • Średnio co: 36 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 08:30
  • Licznik odwiedzin: 3 291 / 510 dni
 
paulinelievre
 
Nadeszła ta chwila, na którą tyle czekaliście. Napisałam w końcu następny rozdział xD Nie będę się tłumaczyć czemu tak późno i w ogóle. Powiem tylko, że  plany się zmieniły i wyszedł mi trochę krótszy niż w zamierzeniu xD Teraz pytanie: Co myślicie o postaciach ? Na razie jeszcze mało wiecie, ale takie pierwsze opinie jakie macie ?
Zapraszam do czytania ^^
_________________________________________________
Przede mną wyrosły wszelkiej maści ciasta, sałatki, duży garnek zupy, a na samym końcu Mary przyniosła pieczeń. Wszystko pachniało wspaniale. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak jestem głodna. Poczułam nawrót energii i zerwałam się z łóżka, żeby pomóc chłopakom przenieść krzesła. Od razu tego pożałowałam. Wzdłuż ręki przeszedł mi ostry, kłujący ból. Opadłam z powrotem na posłanie. Armin popatrzył na mnie.
- Nie ruszaj się gwałtownie. Jad jeszcze trochę na ciebie działa – zwrócił się tym razem do Freda – posmarowałeś jej rany moją maścią?
- Oczywiście – wyszczerzył zęby i usiadł przy stole. Porwał kawał jakiegoś ciasta i zaczął jeść.
Spojrzałam na swoją dłoń. Nadal była czerwona, ale opuchlizna zeszła. Wyglądała źle, ale jest lepiej niż wcześniej. Teraz powoli usiadłam i zabrałam się za ciastko, które smakowało jak połączenie pomarańczy z... nie wiem jak to opisać. W każdym razie było pyszne i słodkie. W pokoju zapanowała cisza. Każdy coś sobie nałożył i jedyny odgłos to było stukanie talerzy i trzaskanie ognia w kominku. Ogarnęło mnie dziwne uczucie. Wszystko to co czytałam w książkach fantasy istnieje. Magiczne istoty naprawdę mieszkają z zaczarowanej krainie. Ale najdziwniejsze było to, że z dziwną łatwością przyszło mi w to wszystko uwierzyć. Popatrzyłam na chłopaków. Nie wiem dlaczego, ale nigdy bym nie wzięła Freda za krasnoluda. Był taki inny niż ja wyobrażałam sobie te istoty. W moim myśleniu są one bardzo niskie, mają długie brody, ciemne włosy i ogólnie z zachowania tajemnicze i skryte. Fred tą teorię obalił całkowicie. A z tego co wiedziałam o elfach też nie wszystko pasowało. Według tego co czytałam miały jasne i bardzo piękne twarze. Srebrne czy blond włosy i jasna karnacja to odwrotność Armina. Jedyne co się zgadzało to szpiczaste uszy i to, że raczej należał do tych ładniejszych. A co do Mary to dla mnie wyglądem przypominała zwykłą babcię. Nigdy nie czytałam o kobietach krasnoludach więc nie mam odniesienia.
- Pomóc Ci w czymś ? – usłyszałam głos elfa.
- Nie, a co ?
- Gapisz się.
- Nie prawda, nie gapie.
- Gapisz – uśmiechnął się i nałożył sobie zupy.
I znowu zapadło milczenie. Pewnie trwało by ono jeszcze długo, a ja zapewne bym zasnęła, ale ktoś zapukał do drzwi. Ktoś albo coś. Teraz nic nie wiadomo. Armin zerwał się, żeby otworzyć. Mary zaczęła sprzątać po stole, a Fred nadal coś dojadał. Nie wytrzymałam i zapytałam.
- Spodziewacie się gości? – miałam cichą  nadzieję, że jednak nie. Jak na razie dość mam wrażeń. Krasnolud odpowiedział z pełnymi  ustami.
-  To pewnie Rudolf wysłał do nas Zwiadowcę z wiadomością. On ma wtyki w polityce – drugą wiadomość dodał szeptem i z bardzo poważną miną. Nie wiem dlaczego, ale prawie parsknęłam śmiechem. Pytałam dalej.
- Ale ci Zwiadowcy to kto ?
- Nie kto, a co. To nieustraszone stworzenia. Bardzo ciche i szybkie. Roznoszą wiadomości między królestwami. Czasami są szpiegami. Raz dziadek opowiadał mi, że...
Pewnie w tym momencie Fred opowiedział by mi pół swojego życia, ale do pokoju wparował jak huragan Armin. Chodził od ściany do ściany i chyba czegoś szukał. Na szybko założył swój płaszcz.
- Ubieraj się – rzucił mi moją bluzę. Zaczął szperać po półkach i z jednej coś ściągnął. Był to sztylet o złotej ozdabianej rękojeści. Chyba jednak kolekcjonuje czy coś. Ubrałam się szybko. Chciałam zadać jakieś pytanie, ale Fred mnie wręczył.
- Co się stało?
- Rada wie, że gdzieś tu jest człowiek. A to znaczy, że w pierwszej kolejności sprawdzą nasz dom – dodał kiedy zobaczył minę krasnoluda – I ty już wiesz dlaczego. Muszę jak najszybciej odstawić Roxanne do jej świata – założył kaptur – Jak coś to kryjcie mnie.
Mary odwróciła się od zmywania naczyń. W ręce miała wałek i zaczęła im wymachiwać.
- Jak im dam mojego Arminka. Tylko ich dopadnę w moje ręce...
- Mary spokojnie, nie złapią mnie – uśmiechnął się do niej  łagodnie, żeby ją uspokoić – Roxanne idź zawsze obok mnie. Nie za mną ani przede mną. Obok. Aha i na razie nie używaj tego swojego super głosu. Nie wiem jak to robisz i musimy być ostrożni. Chyba nie chcesz , żeby cię tu trzymali. No i słuchaj się mnie. Zawsze.
Pokiwałam tylko głową, że przyjęłam do wiadomości te instrukcje  i wyszliśmy w zaśnieżony świat.
_____________________________________________
Macie mniej do czytania, ale musiałam trochę podzielić wydarzenia, żeby nie było wszystko na raz C:
Dziękuję za przeczytanie ^^

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego