• Wpisów: 13
  • Średnio co: 51 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 08:30
  • Licznik odwiedzin: 3 643 / 720 dni
 
paulinelievre
 
Witam was w ten zaśnieżony dzień! Przychodzę do was ( niezgadniecie ) z kolejnym rozdziałem xDD Niego jestem dumna, ponieważ wyszedł mi dłuższy od poprzednich. Ogólnie przepraszam jeśli będą błędy. Niby czytałam go z tysiąc razy, a moja siostra też sprawdza dla pewności, ale miałam tyle pomysłów na raz.
Niech moc czytania będą z wami!
__________________________________________________
Było naprawdę zimno i zaczęłam żałować, że nie mam niezniszczalnego płaszcza Armina. Swoją drogą ciekawe z czego jest uszyty?  Szliśmy dość szybko i zgodnie z zaleceniem elfa trzymałam się jego prawej strony.  Wszędzie było pełno śniegu, gdzieniegdzie stały białe od mrozu drzewa przez co sprawiały wrażenie szklanych. W oddali widać było dym z kominów. Pewnie tam zmierzamy. To miejsce wygląda magicznie, ale przez całkowitą ciszę poczułam się nieco nieswojo, więc postanowiłam ją przerwać.
- Wschód słońca musi być tu naprawdę piękny – westchnęłam. Chciałabym go zobaczyć, ale sądząc po naszym tempie przed świtem będę już w domu. Armin popatrzył w moja stronę po raz pierwszy odkąd  wyruszyliśmy i przestał ciągle wypatrywać niebezpieczeństw ( czego nie miałam mu za złe, przy uzbrojonym elfie czułam się bezpiecznie ) i spojrzał na mnie z miną nauczyciela.
- Pewnie mógłby być piękny, gdyby taki tu był. Już jest dzień – popatrzył na zegarek – u was byłaby pora chyba obiadu.
W sumie to naprawdę się zdziwiłam skąd go ma. Może ten świat jest inny niż myślałam. Dodam to pytanie to mojej już  kilometrowej  listy pytań. Coś czuję, że już niedługo mój towarzysz będzie miał mnie dość. Z tego co widzę nie jest on za rozmowny, a ja przy ludziach, których znam zaczynam gadać jak najęta. Armina mogę już uznać za znajomego według mnie. Spędziliśmy razem naprawdę kilka dobrych godzin co dla mnie jest wystarczająco długo.
- Ale jest ciemno – odpowiedziałam i zdałam sobie sprawę jak głupio to zabrzmiało. Przecież to nie jest mój świat. Tutaj wszystko może być inne. A dla mnie to bardzo ciekawe.
- Oczywiście, że jest ciemno. To jest świat krasnoludów, a na nie źle wpływa światło dnia – wyglądał jakby chciał coś jeszcze dodać, ale nic więcej nie powiedział. W mitach, które czytałam stworzenia te były przedstawiane jako pracujące w kopalniach i podziemiach więc, ten brak dnia nie zdziwił mnie tak jak, to że podobno dla elfów brak światła też jest raczej bardzo niekorzystny. A tak się składa, że mam przy sobie takiego elfa.  Ale po Arminie nie widać było, żeby czuł się źle. No oprócz tego, że przeze mnie był ścigany i musiał mnie jakimś sposobem odesłać. Miałam się go już zapytać o tą sprawę z światłem, kiedy  Armin chwycił mnie za rękaw bluzy. A w połączeniu z moim dalszym truchtem prawie się wywróciłam w biały puch. Wspomniałam, że moja koordynacja ruchową jest chyba zerowa ? Odwróciłam się do niego. Wpatrywał się on w stronę małego lasku i w ręce miał już swój złoty sztylet. Podeszłam trochę bliżej, bo moje nogi wrzuciły przy elfie najszybsze tępo i stałam kilka kroków dalej.
- Czemu stoimy ?
- Słyszałem szelest – ta odpowiedź, którą otrzymałam była jedyną i postanowiłam nic więcej nie dopytywać . Przy nim nic i tak  by to nie dało. Armin zaczął ostrożnie podchodzić ku drzewom i wtedy właśnie wyszedł z niego kot. No tak jakby. Wyglądał jakby był rasy ragdoll. Biała sierść była puszysta, a oczy wielkie i jasno niebieskie. Jedyne co nie pasowało do całości były pierzaste skrzydła. Na szyi miał skórzaną obroże, a na niej przypięty rulonik papieru.
- Wygląda naprawdę groźnie – podrapałam go pod szyją, a on wygiął grzbiet do góry.
- Ha- ha. Jesteś zdumiewająco zabawna jak na Zwykłą – w jego glosie słychać było wyraźny sarkazm. Skrzydlaty kot podszedł do elfa i zaczął głośno mruczeć. Elf wziął rulonik z obroży, przeczytał go po cichu i schował do kieszeni .
- Co tam masz? – chyba jestem zbyt bezpośrednia. I ciekawska. Powinnam zacząć nad tym ćwiczyć.
- Sprawy służbowe.
- Jesteś tajniakiem? Wiesz coś w stylu Jamesa Bonda ?
- Co? Nie i tak nie zrozumiesz.
- Temu nie przeczę- uśmiecham się do elfa. Przed nami przebiegł skrzydlaty kot i wzbił się w powietrze. Z rozłożonymi skrzydłami wyglądał majestatycznie. Może trudno wam jest to sobie wyobrazić. Jak ja bym usłyszała o kocie ze skrzydłami to występował by tam w otoczeniu brokatu i tęczy. I pewnie nie byłoby tam nic majestatycznego.
- Co to za stworzenie?
- To jeden ze Zwiadowców.
Może przez, że Fred opisał mi te stworzenia nieco inaczej ( w jego ustach brzmiało to jakby opisywał groźną, latającą ninja-bestie ) wiec wydało mi się to miłym zaskoczeniem. Ruszyliśmy dalej w drogę i mimo tego że panował to całkowity spokój Armin w dłoni nadal trzymał broń. Wpatrywałam się w krążącego nad nami kota..
- Nie bierz tego do siebie, ale zachowujesz się jakbyś przyciągał potwory – podciągnęłam rękawy i wsadziłam ręce do kieszeni bluzy.  On westchnął.
- Nawet nie wiesz jak bardzo.  
                                                                                       *  *  *
Reszta naszej wędrówki odbyła się bez większych problemów ( oprócz tego że przynajmniej dwa razy zapadłam się w śniegu i mój towarzysz musiał mnie wyciągać. Oczywiście nie szczędził mi uwag o tym, że tracimy przeze mnie czas ). Weszliśmy do wioski, w której panował nie mały chaos. Wszędzie biegały jakieś krasnoludy. Wszystko tętniło tu życiem. Chyba odbywał się tu jakiś jarmark czy coś w tym stylu. Co jakiś czas ktoś próbował sprzedać nam osła  ( po bardzo atrakcyjnej cenie ) lub chcieli wepchać mi główkę kapusty. Sprzedawca tak się nas uczepił, że Armin kupił od niego tą kapustę, żeby nas zostawił w spokoju. Przepychaliśmy się przez tłum, który zgromadził się przy stoisku z drewnianymi rzeczami. Przeszliśmy obok studni i stanęliśmy przed małym, drewnianym domkiem. Ogólnie wszystkie domki wygrały tu tak samo. Małe, drewniane ze słomianym dachem. Armin zapukał w drzwi.
- Rudolf! To ja otwieraj.
Nikt nie odpowiedział. Elf pchnął drzwi, które były tak naprawdę otwarte. W środku chatka wyglądała jak sklepik. Na półkach leżało pełno słoiczków, w kącie leżało kilka mioteł, a na ścianach obrazy. Pod jedną wyłożone były gablotki z świecącymi kamieniami lub czymś co wyglądało mi na kurze nóżki. Ciekawych znajomych ma mój towarzysz, nie powiem. Wszędzie walały się książki. Duże, małe, grube, cienkie. Podniosłam jedną z podłogi. Miała zieloną oprawę i była cięższa niż bym pomyślała. Otwarłam ją na przypadkowej stronie. Książka wydała z siebie niewyobrażalnie wysoki krzyk i sama odleciała mi z rąk jak ptak. Postanowiłam nic więcej nie dotykać. Przy ladzie ktoś spał. Trudno było określić kto przez to, że leżał twarzą w papierach i piórem w ręku. Armin podszedł do niego, wziął z lady dzwoneczek i energicznie nim potrzasnął.
- Jak nic nie wiem! To on, widziałem! – mężczyzna obudził się prawie spadając z krzesła. Był on starszym jeszcze nie wiem kim, miał rzadkie siwe włosy, które zaczynały się gdzieś z tyłu. Jego oczy były małe, a twarz bardzo pomarszczona. Na policzku miał przyklejoną kartkę papieru.
- Armin to ty – odetchnął z ulgą – Chłopcze jak miło cię widzieć. Czego potrzebujesz ? A tak przecież wiem – klepnął się w czoło. Zwrócił się teraz w moją stronę. Mówił powoli i głośno – Witaj w naszym świecie. A właściwie to już żegnaj – każde słowo wymawiał jakbym nic nie rozumiała.
- Mnie też miło cię zobaczyć – powiedział Armin ze śmiechem. Przebiegł wzrokiem po ścianie, na której wisiały różne obrazy – Dobra, gdzie go ukryłeś?
Rudolf wyszedł zza lady. No przynajmniej taki miał początkowo zamiar. Aby przejść musiał poprzestawiać kilka pudeł z syczącą zawartością, stosy papierów, zdechłą mysz i coś co w jakimś stopniu mogło przypominać rower. Oczywiście drewniany.  Kiedy już wydostał się z stamtąd ( ciekawe jak tam w ogóle wlazł? ) podszedł do obrazu, który przedstawiał jego samego z uśmiechem bez kilku zębów i dumnie wskazał ręką na to dzieło.
- Kiedyś bawiłem się w artystę. Niestety nie wyszło – wzruszył ramionami – nikt go nie kupi i portal jest bezpieczny – wyglądał na dumnego z siebie.
- Sprytnie – Armin potaknął – Roxanne możesz już przejść przez portal do swojego świata.
Nie wiem dlaczego, ale poczułam odrobinę smutku. Polubiłam Armina, chodź za dużo nie rozmawialiśmy, prawie wszyscy byli tu bardzo sympatyczni. I jeszcze ten świat. Chciałabym poznać jeszcze innych jego mieszkańców. A tu teraz już muszę to zostawić.
- Zrób to co w tedy na wystawie.
Wyciągam rękę do rzeźbionej ramy. Zamknęłam oczy i dotknęłam jej. Nic. Jeszcze raz z drugiej strony. Teraz spróbowałam na raz obiema rękoma. Rudolf właśnie coś podjadał i patrzył na mnie wielkimi jak na niego oczami.
- Dziwne. Dziwne i ciekawe. Wygląda jakby nasz świat nie chce cię stąd wypuścić.
Ogólnie rzecz biorąc troszkę się ucieszyłam. Ale też wystarczyłam. Miałam wrażenie , że ten świat ma też swoją świadomość i ona chcę mnie tutaj zatrzymać. Mimowolnie prawie uderzyłam w twarz Rudolfa tylko, że na obrazie. Powstrzymały mnie od tego jeszcze większe niż wcześniej zamieszanie na dworze. Przez okno zobaczyłam, że ktoś zmierza prosto do sklepu, gdzie się znajdujemy. Było ich może ze sześć i każdy miał na twarzy żelazną maskę i czarne stroje. Ludzie się przed nimi osuwali, ponieważ szli szybko. Armin cicho zaklął pod nosem i wyciągnął kolejny, nieco dłuższy sztylet. Ten był cały czarny że złotymi znakami.
- Co robisz ?
- Znowu coś nielegalnego – zamachnął się bronią w powietrzu i uwaga, przeciął je. Wyraźnie widoczna była szczelina, która teraz powiększyła się. Elf już miał mnie tam wepchnąć kiedy do sklepu weszli ludzie w maskach. Podbiegli do nas i skuli nam ręce srebrnym łańcuchem. Rudolf stał w kącie wystawił ręce ponad głowę i powiedział płaczliwym głosem.
- Jestem nie winny! Ja tylko sprzedaje trochę przeterminowaną żywność i co prawda mam kilka szczurów...
- Wielka Rada Starszych chce was widzieć- facet w masce zwrócił się do nas. Usłyszałam jakiś ciężki łomot. Pewnie Rudolf zemdlał z emocji.
- Coś myślę, że oni za dużo mnie widzieli – elf próbował się szarpać, ale na próżno.
Mężczyźni powiedzieli chórem i szeptem jakieś słowo i portal zmienił kolor. Bardziej raził w oczy. Trzech w maskach poszło przodem, a reszta wepchała nas do portalu.    
____________________________________________________
Gratuluję tym co to czytają i naprawdę ich ciekawi rozwój wydarzeń ^^ Aha mam jeszcze do was pytanie: Czy dla was akcja idzie za szybko ? Siostra mówi, że trochę tak. Tylko czy to jest jakąś przeszkodą ?
Dziękuję i do napisania ^^

Nie możesz dodać komentarza.

 
  •  
     
    Podoba mi się ten rozdział, chociaż rzeczywiście sytuacje szybko zmieniają się z jednej na drugą. Na razie mi to jakoś bardzo nie przeszkadza, ale po pewnym czasie może nieco męczyć nas, albo Ciebie. Spróbuj rozwinąć akcję bardziej w jednej sytuacji, "pomęczyć" ją trochę ;)
    Życzę jak najwięcej weny,
    Jakobina.